• Wpisów:1377
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:281 dni temu
  • Licznik odwiedzin:419 257 / 3194 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Już jakiś czas temu adoptowałam wirtualnie w Tarze 4 konie. Trzy wałahy i jedną klaczkę, tak symbolicznie, bo w naszej rodzince też trzech facetów i ja jedna.
Wszystkie te konie zostaly w tym roku w marcu uratowane od śmierci, tzn zostały przez Tarę wykupione w Skaryszewie lub już nawet z rzeźni. No i jako, że los zwierząt tak w ogóle nie jest mi obojetny, to owa adopcja jest takim małym moim wkładem w to, by pomoc.

I może to brzmi jak jakiś hokus pokus, ale myślę sobie, że każda energia, która wysyłamy w świat jakoś do nas powróci. Jeśli coś porusza ludzkie serca, jeśli powoduje w nas zmiany na lepsze, to jest to wielki dar. Tym samym tak sobie myślę, że wszystkie te koniki odwdzięczają się za życie, które dostały. Odwdzięczają się swoją miłością.

A oto moi wirtualni podopieczni. I to nie jest tak, że to ja je wybrałam. To one wybrały mnie.

Srokaty i niebieskooki Yoda oczarował mnie jako pierwszy. Jak dla mnie jest po prostu mega piękny.



Potem urzekły i wybrały mnie kolejne:

Szaman, dumny i wolny

Mohikanin, z białą łatką (łysiną) na czole, przypominającą mi kształtem wyskakującego z wody delfinka

i wreszcie Estrella del Norte, której imię znaczy Gwiazda Północy.


---------------------------------------------

Jakby ktoś z was poczuł, iż chciałby też jakoś wspomóc Tarę, to serdecznie polecam. http://fundacjatara.info/
Wirtualna adopcja to nie jest jakiś wielki wydatek, bo 20 zł miesięcznie. A dla Tary i dla koni to jednak pomoc. Na zasadzie ziarnko do ziarnka....
Oczywiście jeśli ktoś woli wspomóc inne zwierzę, to w Tarze można adoptować innego czworonoga. Są tam psy, koty, owieczki, krówki, kozy, osiołki, ptaki. No i zawsze można pojechać do Tary i odwiedzić swojego podopiecznego. Pogłaskać, ot, zobaczyć, że to nie jest jakieś naciągactwo, a prawdziwy dom, dla uratowanych zwierząt.
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Shakshuka to potrawa wywodząca się z kuchni tunezyjskiej, ale bardzo popularna we wszystkich krajach arabskich. Najczęściej podawana na śniadanie. Jednak nadaje się doskonale równiez na obiad czy kolację, bo danie jest bardzo sycące. Co to jest owa tajemnicza shakshuka? Ano nic innego jak jajka sadzone w sosie pomidorowym. Chociaż to niekoniecznie jest sos jako sos. Bardziej pysznie zasmażone pomidory. Oczywiście są różne wersje tej tradycyjnej potrawy i tam gdzie jest ona popularna zapewne każda gospodyni przyrządza ją nieco inaczej. Można zatem dodać jakieś dodatkowe warzywa, mięso, kiełbaski czy nawet rybę. Jak tam kto woli i lubi. Ja przepis podaje w tej wersji jaką najbardziej lubimy my.


SKŁADNIKI (na 1 dużą patelnię, dla 4 osób):
* 4 - 5 dużych pomidorów
* 1 - 1,5 cebuli
* 3 większe ząbki czosnku
* 1 cała lub pół papryki
* 1 papryczka chili (pominąć jeśli lubicie wersję łagodną)
* 6 - 8 jajek
* nieco oliwy
* pół łyżeczki kuminu
* pół lub 1 łyżeczka słodkiej papryki
* sól, pieprz
* nieco posiekanych świeżych ziół według uznania (moze być pietruszka lub kolendra, lub bazylia, lub lubczyk - co tam macie i lubicie)

Pomidory naciąć na krzyż, zalać wrzątkiem na jakieś 3 - 4 minutki, potem opłukać zimną wodą i obrać je ze skórki. Pokroić na małe kawałki (wyrzucając jednak wodnite środki z nasionkami).
Paprykę umyć, oczyścić i najlepiej obrać nożykiem (lub specjalnym obierakiem) ze skórki. Pokroić na małe kawałki, najlepiej w paseczki. Cebule pokroić w kostkę. Czosnek drobniutko posiekać. Jeśli lubicie na ostro to pokroić drobniutko też papryczkę chilli.
http://b3.pinger.pl/63a23de0a3834ea2095d519f030adeb2/P1010356-tile.jpg
Na patelni rozgrzać nieco oliwy i wrzucić na to poskroje cebulę, paprykę i czorsnek (w wersji pikantnej też chilli). Smażyć przez kilka minut. Następnie dorzucić pokrojone pomidory i znowu smażyć co chwila mieszając. W międzyczasie dodać kumin, słodka paprykę, posolić i popieprzyć. Wszystko zasmażyć jakies 5 - 10 minut mieszając, ale jeśli bedzie robiło się za suche, można dolać odrobine wody. Na koniec wbić jajka i smażyć jeszcze tyle już bez mieszania do momentu aż zetną się białka (najlepiej jak patelnię się przykryje się pokrywką). I właściwie gotowe. Posypać jeszcze posiekanymi ziołami i delektowac się pysznym smakiem.
http://b2.pinger.pl/296dbf612e8a66bb56c1e36a4c4310fe/P1010360.jpg
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dawno nie robiłam żadnej zielonej zupy, a już bardzo miałam smaka na coś zielonego, kremowego i pysznego. A że akurat w lodówce miałam dwa pęczki rzodkiewek, to od razu pomyślałam, że przecież można coś wyczarować z ich liści zanim zwiędną o będzie je trzeba wyrzucić. I tak oto na szybko ale z radością wyczarowałam tę pyszną zupę. Bardzo wam polecam.


SKŁADNIKI:
* liście z 2 pęczków rzodkiewek
* 1 - 2 młode cukinie
* 2 pory
* 1 papryka zielona
* 1 papryka żółta
* 1 puszka kukurydzy
* 2 - 3 łyzki oliwy
* sól, pieprz, domowa vegeta*
* 1 czubata łyżka śmietany lub jogurtu (ale niekoniecznie)

Najpierw przygotować sobie wszystkie warzywa. Liście rzodkiewek dobrze umyć i posiekać na drobno. Tak samo przygotować pora. Umytą i osuszoną cukinię razem ze skórką zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Paprykę umyć, jeśli chcemy nożykiem obierakiem obrać cieniutko ze skórki i pokroić w kotkę lub paseczki.

W garnku, w którym będziemy gotować zupę, najpierw rozgrzać oliwę i wrzucić por oraz paprykę. Lekko podsmażyć. Następnie dodać cukinię, wlać wodę około 1 - 1,5l, wsypać 1 - 2 łyżeczkę domowej wegety i wszystko gotować około 20 minut. Potem dorzucić liście rzodkiewki i oraz kukurydzę i pogotować jeszcze z 5 minut. Dodać łyzkę śmietany lub jogurtu (ale niekoniecznie) i wszystko zmiksować w blenderze lub za pomocą miksera. Doprawić do smaku solą i pieprzem.
Podawać według uznania: samą, z grzankami, z groszkiem ptysiowym, z ryżem lub jak tam akurat lubicie i wam przyjdzie ochota.

*) zaprzestałam używania sklepowych kostek rosolowych i dlatego do zup dodaję domową vegetę http://smakoszka.pinger.pl/m/3842849
 

 
Kiedy dni są takie jak dziś, niezbyt sloneczne a za to z deszczykiem to piekę nam ciasteczka. Bez mąki, bec cukru, jedynie na bazie owoców, płatków owsianych i przypraw. Ot można powiedzieć, że zdrowe ciasteczka, do kawki w sam raz. A w dodatku są bajecznie proste do przygotowania, zatem polecam.


SKŁADNIKI:
* 3 średniej wielkości jabłka
* 3 banany
* 3 marchewki
* 1 łyżeczka cynamonu
* pół łyżeczki imbiru
* pół łyżeczki kurkumy
* pół łyżeczki kardamonu
* 15 łyżek płatków owsianych
* garść posiekanych orzechów, pestek slonecznika lub co tam macie


Jabłka i marchewki obrać i zetrzeć na tarce do dużej miski. Marchewkę trę na małych oczkach, a jabłka na większych. Obrane banany rozgnieść widelcem i wymieszać z jabłkami i marchewką. Wsypać do tego przyprawy i wymieszać. Następnie dodać płatki owsiane i znowu wymieszać. Jakby masa była zbyt mokra (np jabłka i banany będą duże) to można dostypać jeszcze nieco płatków owsianych.

Z powstałej masy formować ciasteczka i układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w temp. 200°C około 15 - 20 minut.
Po upieczeniu najlepiej je ostudzić na kratce. Gotowe.
  • awatar Crazy Girl: Cudnie wyglądają, na pewno wypróbuję :)
  • awatar flipendo: zjadlabym
  • awatar Bafka: @Never Say Never Again: Nooo, dłuuugo mnie nie było ale wygląda na to, że chyba znowu czasem cos tu wstawie i zajrze do was. Pozdrowionka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Przepis zamieszczam na specjalna prośbę Krzysia.

Dewolaje czyli kotlety de volaille ludzie robią różnie, nadziewane serem i pieczarkami lub jeszcze innymi specyfikami. Dla mnie dewolaje to takie, które nadziewane są masłem ziołowym, z czosnkiem, pietruszką czy szczypiorkiem. Od tego masełka robią się takie potem soczyste, aromatyczne, no po prostu pyszne.


SKŁADNIKI:

* 4 - 5 ładne piersi z kurczaka
* sól, pieprz
* 4 - 5 łyżek masła ziołowego*
* 1 jajko + 2 żółtka
* bułka tarta
* olej do smażenia
* wykałaczki (właściwie niekoniecznie)

*) Masełko ziołowe możemy kupić w sklepie lub przygotować sobie sami. Np według tego przepisu: http://smakoszka.pinger.pl/m/3298616 lub jeszcze lepiej ze świeżymi ziołami. Wtedy do ok. pół kostki masła należy wmieszać po łyżce dobrze posiekanej pietruszki i szczypiorku oraz posiekanego dużego lub 2 mniejszych ząbków czosnku. Posolić je i popieprzyć.

Piersi z kurczaka rozłożyć (można lekko nadkroić) i roztłuc przez woreczek delikatnie (ja to robię tą drewnianą częścią tłuczka) na kotlety.

Przygotować sobie roztrzepane jajko i bułkę tartą do panierowania. Przy czym jajko posolić i popieprzyć.

Na każdego kotleta położyć po łyżce masła ziołowego (można uformować je w wałeczek). Potem każdego kotleta wziąć w dłoń, zwinąć w podłużną roladę i od razu zapanierować. Jak wszystko ładnie dociśniemy, to masło powinno nam tak posklejać kotleta od środka, a panierka z zewnątrz, iż nie będą nam potrzebne wykałaczki. Ale jeśli sobie niezbyt z tym radzimy, to oczywiście możemy sobie nimi pomóc.

Tak przygotowane kotlety upiec w głębokim oleju ze wszystkich stron na złoto pilnując by się nam nie przypaliły.

Gotowe.
 

 
Przepis na to ciasto zobaczyłam na jakimś filmiku na fejsie. Trochę zwiększyłam ilość niektórych składników, bo intuicja mi podpowiedziała, iż tak będzie lepiej. I dobrze. Wyszło bardzo pyszne ciasto, do którego przygotowania nie trzeba ani miksera, ani żadnych wielkich umiejętności. Po prostu to najprostsze ciasto na świecie.



SKŁADNIKI:
(na tortownicę o średnicy 26 cm, lub formę kwadratową 25 x 25 cm)

* 2,5 szklanki mąki
* 1 szklanka cukru
* 5 łyżek płatków owsianych
* 2 łyżeczki proszku do pieczenia
* 1 szklanka oleju
* 1 szklanka naturalnego jogurtu
* 4 jajka
* kilka lub kilkanaście śliwek
* cukier puder do oprószenia

Piekarnik nagrzać do 180°C (bez termoobiegu, tylko pieczenie góra i dół).
Blaszkę wysmarować tłuszczem i wysypać bulką tartą lub kaszą manną. Umyć śliwki, poprzekrajać je na pół i wypestkować.

Do większej miski wsypać mąkę, cukier, płatki owsiane oraz proszek do pieczenia i wszystko dobrze wymieszać. Do nieco mniejszej miski wbić jajka, dodać olej oraz jogurt i także wszystko wymieszać tak by się utworzyła w miarę jednolita masa. Następnie wlać tę masę do suchych składników i ponownie wszystko dobrze wymieszać.

Ciasto przełożyć do przygotowanej wcześniej blaszki. Na górę poukładać śliwki. Wstawić ciasto do nagrzanego piekarnika i piec jakieś 50 minut. (sprawdzać patyczkiem). Od połowy pieczenia przykryć ciasto papierem do pieczenia, by nam się od góry za bardzo nie przypaliło.

Po upieczeniu, gdy nieco przestygnie posypać cukrem pudrem.
 

 
Dawno nie wstawiałam tu żadnych przepisów. A przecież wciąż oprócz malowania, czytania i innych czarów uwielbiam gotować.
Któregoś dnia naszła mnie wielka ochota na jakąś sałatkę. Nie chciało mi się jednak iść do sklepu, więc otwarłam lodówkę i przyjrzałam się temu co w niej akurat było. I tak na zasadzie "co mam to dam" powstała ta oto pyszna sałatka. Tak nam zasmakowała, iż od tego czasu już wielokrotnie gościła na naszym stole. Prosta do przygotowania a naprawdę dobra.
Polecam.


SKŁADNIKI:
* 1 - 2 młoda, malutka cukinia
* 1 czerwona papryka
* 1 kiść ciemnych bezpestkowych winogron
* ok. 100 - 120 g sera feta lub podobnego
* odrobina (ok. 3 łyżek) oliwy

na winegret:
* sok z 1 dużej cytryny
* 1 łyżeczka musztardy
* 1 łyżeczka suszonego koperku lub 2 łyżki poszatkowanego świeżego
* dowolna ziołowa przyprawa do sałatek typu knorr lub podobna (ale niekoniecznie)
* sól, pieprz

Cukinię, paprykę i winogrona umyć, osuszyć na papierowym ręczniku. Cukinię i paprykę pokroić w kostkę. Winogrona poprzekrajać na pół. Ser feta również pokroić w kostkę.

Rozgrzać na patelni odrobinę oliwy i wrzucić do niej pokrojoną cukinię oraz paprykę. Warzywa nieco posolić i popieprzyć i leciutko podsmażyć przez kilka minut. Jednak smażyć krótko, tyle tylko by odrobinę zmiękły. Wrzucić je potem do dużej miski i odstawić do ostygnięcia.
Jak już nieco ostygną dodać pokrojoną fetę i winogron.
Wymieszać dobrze sok z cytryny z koperkiem, musztardą i ewentualnie przyprawą do sałatek. Nieco posolić i popieprzyć. Nie dodawać do tego już oliwy bowiem jest jej już wystarczająco w misce (smażone w niej byly nasze warzywa).
Dressing wlać do sałatki i wszystko delikatnie przemieszać. Odstawić do lodówki na conajmniej pół godziny, by sałatka się przegryzła.
  • awatar Crazy Girl: Nie wpadłabym na takie połączenie, ale jak się wczytałam w Twój opis, to chyba kiedyś się skuszę i wypróbuję :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Na fb ktoś zapodał taki przepis i jako, że wydał mi się nie tylko ciekawy, ale mega prosty do przygotowania, to postanowiłam upiec ten chlebek. I jak?
Chleb, chociaż w kolorze jest nieco szarawy, to smakuje naprawdę dobrze. Na ciepło był wręcz rewelacyjny. Potem równie smaczny. Na drugi dzień nadal świeżutki. Na trzeci ... nie wiem bo już go nie bylo. Z pewnością będę go robić jeszcze nie raz.
Zauważcie, że do upieczenia tego chleba nie dodaje się żadnych drożdży czy innych spulchniaczy. A i tak chlebek wychodzi całkiem fajny i z takimi charakterystycznymi chlebowymi dziurkami.
W moim przepisie zmniejszyłam tylko ilość soli, bowiem w tym podanyum na fb było jej zdecydowanie za dużo.


SKŁADNIKI:

* 500 g białej (nieprażonej) kaszy gryczanej
* 700 ml letniej wody
* niecała 1 płaska łyżeczka soli
* 3 - 4 łyżki dowolnych ziaren (słonecznik, siemię lniane, czarnuszka) jeśli mamy i lubimy ale nie musi ich być


Kaszę wsypać do jakieś większej miski i zalać wodą. Przykryć ściereczką lub pokrywką i odstawić miskę na jakieś 24 godziny. Po tym czasie
Po jakiś 8-12 godzinach można sprawdzić czy cała woda się wchłonęła. Kasza na górze nie powinna być sucha, powinna być ciągle zamoczona, więc jak uznamy iż wody jest troszkę za mało, to można odrobinkę jej dolać.

Po 24 godzinach od zalania dodać sól i zblendować kaszę na papkę. Do masy jeśli chcemy możemy dosypać ziarna słonecznika, czarnuszki czy siemienia lnianego. Co tam mamy i lubimy. Ja dodałam właśnie siemię.
Masę przełożyć do keksówki wysmarowanej tłuszczem lub wyłożonej papierem do pieczenia i ponownie odstawić na kilka (5 - 8) godzin. W tym czasie ciasto odrobinę urośnie.
Po tym czasie wstawić do piekarnika i piec w temp. 200°C przez około 50 - 55 minut.

Od połowy pieczenia można przykryć od góry arkuszem papieru do pieczenia, by chlebek się od góry za bardzo nie spiekł, ale to już zalezy od waszych piekarników.
  • awatar Judyta Zagubiona: mój maż piecze chlabki z kaszy zwykłej, kaszy jaglanej, otrąb(otrębów?) i nasion dość dobre to jest, piecze to w formie placuszków w piekarniku, skorka jest sucha i twarda środek miekki, ma silny posmak kaszy, dlatego pytałam czy Twój chlebek ma ten posmak, napewno spróbuje trego przepisu :)
  • awatar Crazy Girl: Od lutego (bo wtedy u koleżanki taki próbowałam) zabieram się do zrobienia i coś się zabrać nie mogę. Dobrze, że mi o nim przypomniałaś :)
  • awatar Kashiunja: Na zdjęciu wyglada, jak mój ulubiony pasztet. I chyba zrobię sobie ten pasztet :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Ghee czyli klarowane masło ma zdecydowanie wiele zalet. O jego właściwościach leczniczych i innych możecie poczytać więcej np tu: http://dziecisawazne.pl/przepis-na-domowe-maslo-klarowane/
W sklapach można kupić gotowe ghee, ale jest ono drogie i dlatego warto sobie przygotować je samemu, tym bardziej, iż jest to naprawdę całkiem proste. Masło klarowane nie psuje się tak szybko i w temperaturze pokojowej, bez dostępu światła (np w jakieś szafce) może być przechowywane nawet kilka miesięcy.
Ja osobiście przygotowując ghee, robię zwykle jeden słoik w wesrsji ziołowej. Najbardziej lubię dodać szałwię (powstaje wtedy masełko szałwiowe), ale równie fajne jest masło oreganowe, bazyliowe, tymiankowe czy jakieś jeszcze inne. Takie masło ze swoim lekko ziołowym smakiem nadaje się doskonale jako omasta do kopytek czy pierożków, a i pieczona na nim rybka nabiera innego smaku.
Podaję przepis na zrobienie od razu 2 słoików ghee, jednego w wersji szałwiowej.


SKŁADNIKI:

* 4 kostki dobrej jakości masła niesolonego
* pęczek szałwi


Zasada jest dziecinnie prosta. Masło należy włożyć do garnka z grubym dnem i topić na maleńkim ogniu przez powiedzmy 35 - 45 minut. Ogień powinien być na tyle mały by masło nam się najpierw stopiło a potem jakby gotowało, ale bez wielkiego gotowania (tzn nie powinno się za bardzo budzyć). W trakcie klarowanie na dnie garnka będzie się zbierać biała maż, a na powierzchni szumowiny. Liczne przepisy podają, że należy zbierać te szumowiny łyżką cedzakową, ale po co utrudniać sobie robotę. Jeśli nasz ogień nie będzie za duży, wcale nie trzeba tego robić, bo szumowiny same utworzą na górze swoistą skorupkę, którą można potem przy przelewaniu masła do słoika zwyczajnie odsunąć.

Jak już masło się wyklaruje (30 - 40 minut), najlepiej sciągnąć je z ognia i odczekać nieco. Potem delikatnie przelać złoty płyn do czystych słoikow.

Teraz możemy masło z jednego słoika przerobić na masło szałwiowe (lub inne ziołowe). Wystarczy garść liści szałwiowych dobrze posiekać i wrzucić do jednego słoika. Lekko przemieszać łyżeczką i zakręcić słoik.
Na drugi dzień słoik z masłem z ziołami podgrzać delikatnie w kąpieli wodnej do momentu aż masło się ponownie stopi. Przecedzić teraz je przez sitko i już bez ziół wlać ponownie do słoika. Gotowe.

Ghee ma piękny zółtawy kolor. Ghee ziołowe (np szałwiowe) będzie w kolorze nieco zielonkawe, dlatego nawet jeśli zrobicie od razu dwie wersje, to nie trzeba słoików opisywać.

Po lewej ghee zwykłe, po prawej szałwiowe

I to samo w wersji już schłodzonej czyli zastygłej.

Na fotkach widać jak te dwie wersje różnią się kolorem.
  • awatar b-angel: ja używam często ale kupuję :)
  • awatar Judyta Zagubiona: Robiłam jak mieszkalam w polsce, używalam bardzo duzo, uwielbialam kotlety z piersi kurczaka w płatach wlasnie na ghee robione
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

1. Mów powoli, a myśl szybko.
2. Nie oceniaj ludzi po ich krewnych.
3. Gdy mówisz „Kocham cię” – mów prawdę.
4. Gdy mówisz „Współczuję” – patrz człowiekowi w oczy.
5. Nigdy nie śmiej się nad cudzymi snami oraz marzeniami.
6. Dawaj ludziom więcej, niż oczekują i rób to z radością.
7. Zawsze trzymaj w głowie swój ulubiony wiersz.
8. Nie wierz temu, co słyszysz, wydawaj wszystko co masz, śpij, dopóki się nie wyśpisz.
9. Wielka miłość i wspaniałe osiągnięcia zawsze wymagają dużego ryzyka.
10. Przegrywając, staraj się wyciągnąć z tego lekcje, a nawet korzyści.
11. Szanuj siebie, szanuj innych, odpowiadaj za swoje czyny.
12. Nie pozwalaj małej kłótni zrujnować wielką przyjaźń.
13. Gdy zrozumiesz, że popełniłeś błąd, zamiast zamiatać go pod dywan, postaraj się szybko ten błąd naprawić.
14. Codziennie spędzaj trochę czasu w samotności.
15. Bądź otwarty na nowe idee, lecz nie wypuszczaj z rąk własnych wartości.
16. Czasem milczenie jest najlepszą odpowiedzią.
17. Czytaj więcej książek.
18. Wierz w Boga, lecz zamykaj swój samochód.
19. W sprzeczkach z bliskimi odnoś się do bieżącej sytuacji. Nie wypominaj minionych wydarzeń.
20. Czytaj pomiędzy wierszami.
21. Dziel się wiedzą z dziećmi. Obecnie jest to jedyny znany sposób na osiągnięcie nieśmiertelności.
22. Traktuj ziemię z szacunkiem. Nie zaśmiecaj jej.
23. Nigdy nie przerywaj, gdy tobie schlebiają.
24. Nie wtrącaj się w cudze sprawy, nie dawaj pustych porad.
25. Nie ufaj tym, co cię całują nie zamykając oczu.
26. Raz w roku udaj się tam, gdzie nigdy nie byłeś.
27. Gdy zarobisz dużo pieniędzy, przeznacz część z nich na pomoc innym.
28. Pamiętaj – czasem nieotrzymanie czegoś wymarzonego jest właśnie powodzeniem.
29. Słuchaj lekarzy, lecz ucz się łamania niektórych z ich zakazów.
30. Oceniaj swój sukces przez pryzmat tego, jakie musiałeś ponieść ofiary, by go osiągnąć.
31. Twoje „ja” jest punktem docelowym twojej podróży.
32. Traktuj miłość oraz przyrządzanie jedzenia z nonszalancką beztroską – nie kochaj ani nie gotuj według cudzych przepisów.
  • awatar Lakszmi: Bardzo dziękuję :) lubię takie perełki, będę miała o czym myśleć :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Owsiankę u mnie każdy lubi. Ale nie każdemu chciałoby się stać w kuchni i pilnować jej przy gotowaniu. Zaterm najczęściej robię owsianki pieczone w piekarniku. Ostatnimi czasy ukochaliśmy owsiankę z bananami. A że do bananów bardzo pasuje czekoladowy smak, więc jest owsianka czekoladowa. Przepis jest bardzo prosty, a efekt smakowo rewelacyjny. Jak najbardziej wam polecam.


SKŁADNIKI:

* 3 szklanki płatków owsianych
* 500 ml mleka
* 1 czubata łyżka prawdziwego kakao
* 5 - 6 łyżek cukru
* 1 laska waniliowa lub 2 łyżki cukru waniliowego
* 3 jajka
* szczypta soli
* 2 - 3 banany
* odrobina masła lub margaryny do natluszczenia formy

Jajka rozbić i oddzielić białka od żółtek. wrzucając je do osobnych misek, z tym że żółtka do jakieś dużej. Miskę z białkami na razie wstawić do lodówki.
Żółtka rotrzepać trzepaczką, wlać do nich mleko, wsypać cukier, kakao i ziarenka z wanilii (lub cukier waniliowy). Wszystko dobrze wymieszać by nie było żadnych grudek.
Następnie do tej mikstury wsypać płatki owsiane. Dobrze wszystko wymieszać i odstawić na jakąś godzinę, by płatki dobrze namokły.

Gdy płatki już dobrze namiękną, ubić pianę z białek dosypując do nich szczyptę soli. Pianę delikatnie wmieszać do namoczonych płatków.
Banany obrać i pokroić na plasterki.

Nagrzać piekarnik na 180°C.
Żaroodporną płaską formę wysmarować lekko masłem lub margaryną. Owsiankę przelać do formy. Na wierzchu poukładać kawałki bananów.
Wstawić do nagrzanego piekarnika i zapiekać około 30 (jeśli owsianka piecze się w małych foremkach) - 45 (jeśli w jednej dużej formie) minut.


  • awatar Bafka: @Garret: Garret, moj drogi. To samo ja, malo co komentuje u ciebie (w ogole u wszystkich mało co ostatnio komentuje). Ale czytam wszystkie twoje wpisy i zawsze sie ciesze jak po przerwie wracasz. Dziekuje ci za mile slowa. Sa bardzo motywujace dla mnie.
  • awatar Garret: Bafko droga :) Ja u ciebie mało komentuję, ale przeglądam ALLES ;] Całą zawartość, a twoją twórczość podziwiam, mogłabyś tworzyć jakieś obrazy na, np. kafelki 3D :D Myślę, że to byłby dobry wybór ;] Moi rodzice szukają kafelek do łazienki, a twoje obrazy potrafią oddać głębię :)
  • awatar nomadka: Muszę spróbować! Dzisiaj pączki były, ale za kilka dni? Może...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Niedawno @jamnick napisała o cudownych leczniczych właściwościach kurkumy.


I rzeczywiście.
W medycynie ajurwedyjskiej i chińskiej jest ceniona jako skuteczny środek m.in. przeciwzapalny, przeciwbólowy, przeciwwirusowy, przeciwgrzybiczny. W ostatnich latach zainteresowali się nią naukowcy, którzy odkryli że kurkumina – podstawowy składnik czynny kurkumy – wykazuje ponad 400 korzyści zdrowotnych, w tym właściwości przeciwnowotworowe i przeciwcukrzycowe.

Jest wiele przepisów na przyrządzanie mikstur leczniczych z udziałem kurkumy – jednym z nich jest Złote Mleko – tradycyjny ajurwedyjski napój rozgrzewający, który podnosi odporność, zwalcza infekcje, usuwa śluz, smaruje stawy, ułatwia zasypianie i jest skuteczny przy leczeniu depresji.


SKŁADNIKI:

• 1/4 szklanki świeżej kurkumy (nowe opakowanie, aby nie była zwietrzała)
• 1/2 szklanki wody
• prawdziwe mleko (nie UHT) od krowy, kozy lub roślinne (np. kokosowe, migdałowe, daktylowe, owsiane)

Ja tutaj dodam od siebie, że z powodzeniem sama jednak używam zwykłego sklepowego mleka z kartonika. Bo skąd tu w środku miasta wytrzasnąć w dzisiejszych czasach prawdziwe mleko prosto od krowy czy kozy. A te roślinne też są nieco trudniejsze do zdobycia. Wychodzę jednak z założenia, że to przecież kurkuma ma tutaj głównie właściwości lecznicze, zatem bez przejmowania się używam mleka sklepowego. I wyb też tak właśnie możecie.


Krok 1 – pasta
Kurkumę i wodę podgrzewać 5-8 minut na średnim ogniu mieszając drewniana łyżką, nie doprowadzić do zagotowania. Kiedy przybierze konsystencje pasty, przełożyć do słoiczka. Przechowywać w lodówce.

Krok 2 – złote mleko – napój
W szklance ciepłego mleka rozpuścić 1 łyżeczkę pasty (najlepiej zacząć od pół łyżeczki), można dosłodzić miodem. Opcjonalnie można dodać odrobinę czarnego pieprzu (ze względu na piperynę) oraz/lub szczyptę imbiru.

Dawkowanie:
W celach profilaktycznych, a także przy depresji, stresie, kłopotach ze snem pić przed snem. W czasie infekcji można pić co 3-4 godziny.

Przepis pochodzi ze strony: http://sekrety-zdrowia.org/zlote-mleko-napoj-z-kurkuma-na-przeziebienie-odpornosc-dobry-sen-i-depresje/
  • awatar Bafka: @Louve: Nie wiem. Podaje przepis tak jak go sdama znalazłam i sama podobnie go stosuje, tzn najpierw pasta, a dopiero potem do mleka.
  • awatar choccolate: nie lubię smaku kurkumy
  • awatar Louve: @Bafka: a dosypać do mleka nie można, musi być pasta?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

smakoszka
 
czarny-motyl
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Nie przepadałam specjalnie za śledziami, ale też nie jestem jakąś wielką miłośniczką ryb. Za to mój Kapsel i Daniel owszem. No ale pewnego razu miałam okazję spróbować te oto śledzie, nazywane w Polsce ponoć przysmakiem gajowego. (Ciekawe w ogóle dlaczego gajowego a nie np rybaka). No i nawet mi zasmakowały tak bardzo, że teraz co jakiś czas z chęcią je robię. A podjadamy potem w trójkę. No jeśli jest to przepis z serii tych niby wigilijnych, to u nas śledzie gajowego przygotowuję według naszych zachcianek, choćby i 12 razy w roku.


SKŁADNIKI:
* 4 - 5 filetów śledziowych matiasów
* 2 - 3 cebule
* garść suszonych grzybów
* garść rodzynek
* 2 - 3 łyżki koncentratu pomidorowego
* 2 łyzki ciemnego occtu balsamicznego
* nieco oleju
* sól, pieprz, liść laurowy, 2 kulki jałowca, 2 kulki ziela angielskiego, ewentulanie odrobina chili

Filety zamoczyć na kilka godzin w wodzie. Przy czym podczas moczenia ze 2 razy wodę wymienić. Po tym czasie śledzie osuszyć papierowym ręcznikiem i pokroić na małe kawałki.

Suszone grzyby zalać w małym garnku kubiem gorącej wody i odstawić na jakieś pół godziny. Potem wrzucić do tego szczyptę soli oraz liść laurowy i ugotować aż grzyby zmiękną. Grzyby odcedzić, ale wodę grzybową zachować. Grzyby można pokroić na mniejsze kawałki.

Cebulę pokroić w piórka i zeszklić na rozgrzanym oleju. Dodać grzyby i jeszcze nieco podsmażyć. Potem zalać wodą grzybową, dodać rozgnieciony nieco jałowiec, ziele angielskie oraz koncentrat pomidorowy i rodzynki. Wszystko podusić do momentu aż przybierze konsystencję gęstego sosu. Doprawić occtem balsamicznym, solą, pieprzem i jeśli lubimy bardziej na ostro to odrobiną chili. Sos odstawić do ostygnięcia.

Potem wystarczy wmieszać w to śledzie. Całość przełożyć do szklanego słoja lub miski i schować do lodówki przynajmniej na noc, by się przegryzło. W sumie podobno najlepiej smakują te śledzie po 2 dniach, ale u nas się jeszcze nigdy tak długo nie uchowały.
 

 
Robiłam te krokiety już po raz któryś tam i chyba ze wszystkich krokietów śwata są to nasze ulubione. Roboty przy nich i stania w kuchni co prawda sporo, ale dla takich smakołyków warto było.
U mnie oczywiście robię w ilościach prawie hurtowych, ale przy trzech chłopach w domu nie opłacałoby się w mniejszych. Zresztą, czy zrobić ktokietów 10, czy 20 to w sumie prawie tyle samo roboty.
A te krokieciki są po prostu pyszne. Smakują rewelacyjnie zarówno na ciepło jak i na zimno. Z sosem pomidorowym jako danie obiadowe lub łyse, bez sosu, jako przekąska czy nawet "kanapka" do pracy. Zatem jeśli nie odstraszy was to, że jednak trzeba się trochę przy nich nastać w kuchni, to jak najbardziej polecam.


SKŁADNIKI (na ok. 20 sztuk):

na naleśniki:
* 3 jajka
* ok. 700 g mąki
* pół łyżeczki soli
* niecała szklanka mleka
* woda
* olej do smażenia

na nadzienie:
* 1,5 szklanki kaszy pęczak
* 2 pory (tylko białe części)
* 5 - 6 średniej wielkości marchewek
* 1 papryka (u mnie była akurat pomarańczowa więc nie bardzo to widać na zdjęciach)
* garść rodzynek
* garść orzechów nerkowców lub słupków migdałowych
* pieprz i sól (najlepiej sól ziołowa http://smakoszka.pinger.pl/m/26952781)
* odrobina oleju
* ok. 200 - 250 g startego żółtego sera

ponadto:
* 4 jajka
* bułka tarta
* olej do smażenia

Zrobić ciasto na naleśniki z podanych składników dodając niecałą szklankę mleka i tyle wody, by ciasto było lejące. Takie właśnie jakie powinno być naleśnikowe ciasto. Albo zrobić ciasto według ulubionego swojego przepisu.
Naleśniki usmażyć.

Sparzyć pęczak wrzącą wodą, przecedzić na sitku. Potem zalać 5 szklankami wody, dodać nieco soli i gotować jakieś 15 minut. Nie mieszać. Potem garnek odstawić z ognia, przykrzć pokrywką i poczekać aż kasza dojdzie. Pęczak wchłonie całą wodę. Jeśli zostanie nieco wody, należy go odcedzić na sitku.

W międzyczasie pokroić na drobno por i paprykę. Marchewkę obrać i zetrzeć na grubej tarce. Warzywa razem usmażyć na odrobinie oleju.
Potem wlać jakieś pół szklanki wody, wsypać orzechy i rodzynki. Dusić wszystko do momentu aż cała woda odparuje. Wszystko dobrze posolić i popieprzyć.

Wymieszać ugotowany pęczak z warzywami.

Na każdego naleśnika nałożyć po około 2 łyżki farszu, a na to odrobinę startego żółtego sera i zawinąć w krokiety. Każdego opanierować w roztrzepanym jajku i bułce tartej. Na koniec krótko usmażyć na patelni.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

czarny-motyl
 
smakoszka
 
Basiu, wszystkiego najlepszego

dużo radości, dużo uśmiechu, dużo zdrowia.
a przede wszystkim-spełnienia marzeń, tych małych i tych dużych; pomyślności w realizowaniu planów.
i wszystkiego czego sobie dzisiaj życzysz


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Znalazłam tę stronkę:
http://snip.ly/xUkc#http://gurbacka.pl/sol-odkwaszajaca-organizm-ktora-powinna-byc-w-kazdym-domu-przepis/
I po prostu wiedziałam, że taka sól to coś dla mnie. Tym bardziej, że sama mam często problemy związane z zakwaszeniem organizmu. No więc postanowiłam nie odkładać tego na kiedyś tam, tylko od razu zabrałam się do roboty. I ... jestem zachwycona tą solą.

Może taka gotowa sól po zmieleniu wygląda jak popiół, ale zapewniam was, że pachnie cudownie. A w smaku zwyczajnie mnie zaskoczyła. Pozytywnie. I chociaż zrobiłam tę mieszanke zaledwie kilka dni temu, to w naszym domu już wszyscy zdążyliśmy tak się do niej przyzwyczaić, iż po normalną sól nikt z nas już nie sięga. Czy do sałatek, czy do jajek, do kanapek czy nawet do kartofli, wszyscy wybieramy tę przepięknie pachnącą i smakowitą sól ziołową. Tak więc i wam polecam, bo naprawdę warto.



SKŁADNIKI:

* 10 łyżek soli kamienbnej lub morskiej
* 5 łyżek czrnuszki
* 5 łyżek kminku
* 5 łyżek siemienia lnianego

Na rozgrzaną patelnię wsypać sól i pozostałe zioła i wszystko, lekko mieszając, podprażyć przez jakieś 4 - 5 minut. Odstawić, by wszystko nieco przestygło. Potem umieścić w młynku do kawy i zmielić na drobno.
Po zmieleniu można jeszcze raz podprażyć przyprawę przez minutkę czy dwie, ale ja tego już nie robiłam. Pachnie bez dodatkowego podprażania obłędnie.

Przechowywać najlepiej w szczelnie zamkniętym słoiczku, bez dostępu światła (czyli np w szafce kuchennej).

 

 
Jeden z moich wujkow ma swoja pasieke i chyba dlatego ja sama od najmlodszych lat bylam nauczona do spozywania naturalnego miodu. W moim domu wszyscy jestesmy milosnikami tego cudownego daru natury. U mnie kazdy z nas ma swoj ulubiony miodzik ze wzgledu na smak czy konsystencje i dlatego zawsze w kuchni mam kilka sloikow. Nie tylko slodzimy miodem herbatke czy inne domowe napoje. Czesto zamiast cukru dodaje go do wypiekow, ale tez laduje on na kanapkach czy (obowiazkowo) jako tajemny dodatek poprawiajacy smak jakiegos sosu np pomidorowego. Nie kupuje nigdy miodu w zwyklych sklepach, bo nie mam jakos zaufania do nich czy nie sa oszukane. Wole miodzik kupowac prosto z pasieki, od pszczelarzy.

Tak czy siak chcialam wam jedynie przypomniec o tym, ze naprawde warto pokochac miod, bo jakikolwiek wybierzecie, ten naturalny ma zawsze cudowne wlasciwosci.

-----------------------------------------------------------------------------------------

Miód jest jednym z najstarszych leków używanych na świecie. Poprawia odporność organizmu, ma właściwości antybakteryjne i przeciwzapalne.

Składa się głównie z fruktozy, glukozy i wody. Zawiera również inne cukry i enzymy śladowe oraz szeroką gamę witamin, w tym witaminy B6, B1, B2 i B5 i minerały takie jak wapń, miedź, magnez, mangan, fosfor, potas, sód i cynk, antyoksydanty i aminokwasy. Warto wspomnieć, że niezwykle cenne w miodzie jest żelazo, bo choć jest go mało, to występuje w bardzo dobrze przyswajalnej formie.
Różne odmiany miodu posiadają także dużą ilość przyjaznych bakterii (pałeczki kwasu mlekowego i szczepy Bifidobacterium), co potwierdza leczniczą moc miodu.

-) Ma działanie antybiotyczne, powodujące zahamowanie rozwoju drobnoustrojów, działanie przeciwzapalne oraz podniesienie odporności na zakażenia i infekcje.
-) Ma zastosowanie w leczeniu dróg oddechowych, układu krążenia, układu pokarmowego, wątroby, układu nerwowego, chorób wewnętrznych i zewnętrznych.
-) Korzystnie wpływa na układ nerwowy, dzięki zawartości glukozy. Systematyczne spożywanie miodu obniża napięcie nerwowe, uspokaja, usprawnia pracę umysłową, zwalcza migrenowe bóle głowy, chroni przed stresem.
-) Jest cennym produktem odżywczym zwłaszcza dla osób wyczerpanych pracą fizyczną czy umysłową. Obecna w miodzie acetylocholina obniża ciśnienie i poprawia krążenie krwi, natomiast cholina działa ochronnie na wątrobę oraz zwiększa wydzielanie żółci. Jony metali zawarte w miodzie stymulują produkcję czerwonych ciałek krwi i hemoglobiny.
-) U dzieci spożycie miodu wzmaga rozwój umysłowy, wspomaga odporność, zwiększa apetyt, przeciwdziała zaparciom, wzdęciom, zapobiega wymiotom, wywiera lekkie działanie nasenne i uspokajające.
-) Zawarte w miodzie cukry proste odgrywają rolę w procesie detoksykacji, chroniąc w pewnym stopniu organizm przez działaniem zanieczyszczonego środowiska, obniżając toksyczne działanie używek tj. alkoholu, nikotyny.


*Miód wielokwiatowy*, zwany potocznie miodem tysiąca kwiatów, pszczoły wytwarzają z nektarów zebranych z wielu roślin miododajnych kwitnących na polach, w sadach, lasach i na łąkach w tym samym czasie. Miód z kwiatów wiosennych ma jasny kolor, przyjemny zapach i łagodny smak. Miód z nektaru kwiatów letnich jest znacznie ciemniejszy i ma bardziej zdecydowany smak oraz zapach. Dzięki łatwo przyswajalnym cukrom prostym wspomaga mięsień sercowy. Pomocny przy chorobach wątroby i pęcherzyka żółciowego. Osobom uczulonym na pyłki pomaga znosić i uodparniać się na alergie. Ze względu na łagodny smak, miód wielokwiatowy poleca się podawać dzieciom przy leczeniu grypy, przeziębień, chorób dolnych dróg oddechowych, a także zapobiegawczo.

*Miód rzepakowy* jest w stanie płynnym prawie bezbarwny lub ma barwę lekko słomkową i słaby zapach kwiatów rzepaku. Bardzo szybko krystalizuje, drobne kryształki mają smalcowatą konsystencję oraz białą lub kremową barwę. Dobrze rozpuszcza się w wodzie. Pomocny w leczeniu wątroby, trzustki, nerek, układu pokarmowego, wrzodów żołądka i dwunastnicy. Polecany jest przy leczeniu schorzeń układu krążenia, niewydolności mięśnia sercowego, dusznicy sercowej i miażdżycy. Obniża ciśnienie tętnicze krwi i wyrównuje niedobory potasu w organizmie. Skuteczny także przy przeziębieniach i stanach zapalnych dróg oddechowych. Przyspiesza gojenie ran. W przypadku oparzeń zapobiega tworzeniu się pęcherzy.

*Miód gryczany* jest najczęściej ciemno-herbaciany lub brunatny. Ma charakterystyczny zapach i ostry smak. Dzięki dużej zawartości rutyny, substancji oczyszczającej naczynia, polecany jest przy miażdżycy, chorobie wieńcowej i nadciśnieniu tętniczym. Sprzyja odbudowe komórek kostnych, wzmacnia układ odpornościowy. Przyspiesza gojenie ran i zrastanie kości. Stosowany jest w leczeniu i prewencji schorzeń układu krążenia powodowanych przede wszystkim występowaniem miażdżycy. Polecany również przy zapaleniach nerek i opłucnej, stanach osłabienia pamięci, leczeniu jaskry, osłabionego wzroku i słuchu.

*Miód lipowy* w stanie płynnym ma kolor jasnożółty, czasem bursztynowy z zielonkawym odcieniem. Zapachem przypomina kwiaty lipy. W smaku jest pikantny, czasem z lekką goryczką. Działa antyseptycznie, przeciwskurczowo, napotnie, przeciwgorączkowo, wykrztuśnie, lekko nasennie i uspokajająco, obniża gorączkę. Pomaga w leczeniu grypy, przeziębienia, kaszlu, ostrych i przewlekłych chorobach przeziębieniowych, anginach, zapaleniach zatok obocznych nosa, dróg oddechowych. Zalecany jest przy chorobach dróg moczowych i nerwicach. Odznacza się wysoką aktywnością antybiotyczną.

*Miód akacjowy* w stanie płynnym jest jasny. Odznacza się niską aktywnością antybiotyczną. Pomocny w leczeniu wrzodów żołądka, dwunastnicy, zapalenia błony śluzowej oraz stanów kurczowych jelita cienkiego i grubego. Zalecany przy leczeniu nadkwasoty żołądka, zaburzeń przewodu pokarmowego i układu trawiennego. W chorobie wrzodowej przyspiesza regenerację tkanki, odnowę błony śluzowej, usuwanie nadżerek i owrzodzeń. Łagodnie wycisza niepokój wewnętrzny, ułatwia zasypianie, wzmacnia znużony, wyczerpany organizm. Zaleca się wypicie na 2 godziny przed snem szklanki naparu z melisy z łyżką miodu akacjowego. Ze względu na dużą zawartość fruktozy może być stosowany przy niektórych rodzajach cukrzycy.

*Miód spadziowy* wytwarzają pszczoły z zebranej z drzew i roślin rolniczych wydzieliny produkowanej przez mszyce i czerwce. W sprzedaży spotykamy najczęściej miody ze spadzi iglastej i ze spadzi liściastej. Różnią się barwą, konsystencją, smakiem, aromatem i szybkością krystalizacji. Są to miody gęstsze od nektarowych i zawierają więcej związków mineralnych, szczególnie potasu, fosforu, chloru, siarki, wapnia, magnezu i żelaza. Charakteryzuje je wysoka aktywność antybiotyczna i bakteriobójcza. Działają antyseptycznie, przeciwzapalnie i wykrztuśnie, wspomagają system odpornościowy człowieka. Polecane są w schorzeniach dróg oddechowych, przewodu pokarmowego, serca, układu krążenia, układu nerwowego, przy zaburzeniach trawienia. Zalecane są osobom pracującym dużo przy komputerze.

*Miód mniszkowy* ma jasnożółty kolor, krystalizuje szybko, nierównomiernie. Ma wysoką aktywność biologiczną (czy biotyczną). Polecany jest przy chorobach żołądka, zaburzeniach trawienia, chorobach jelit, skurczach żołądka i jelit oraz chorobach wątroby i dróg żółciowych, a także przy niedokrwistości i schorzeniach reumatycznych. Pomocny w stanach wyczerpania psychicznego i fizycznego.

*Miód wrzosowy* należy do najlepszych miodów nektarowych. Ma barwę brunatno-czerwoną. Krystalizuje dość szybko, przybierając galaretowatą konsystencję w kolorze pomarańczowym lub ciemnobrunatnym. Nie jest zbyt słodki, ma przyjemny zapach wrzosu. Zalecany jest przy chorobach dróg moczowych, prostaty, kamicy nerkowej oraz przy zapaleniu jelit i biegunkach. Zwiększa odporność organizmu i chroni przed rozwojem zakażeń.

*Miód leśny* ma intensywny kolor i subtelny aromat charakterystyczny dla lasów. Zwykle jest to mieszanka zapachów lipy, dzikiej róży, głogu, maliny, kruszyny dziurawca, rumianku, borówki i wielu innych ziół. Różnorodność nektarów, z których pszczoły wytworzyły miód leśny, wzbogaca jego jakość. Miód leśny pomaga w przeziębieniach i schorzeniach na tle alergicznym, wzmacnia system nerwowy i poprawia samopoczucie.

*Miód nawłociowy* pojawił się sprzedaży nie tak dawno. Ma charakterystyczny kwaśno-słodki smak, po skrystalizowaniu mętnieje i przybiera jaśniejszą barwę. Odznacza się wysoką aktywnością antybiotyczną. Polecany jest przy dolegliwościach i schorzeniach dróg moczowych, pęcherza, prostaty, kamicy nerkowej i zapaleniu jelit. Pomocny przy leczeniu grypy, kataru, przeziębień i biegunek. Jest lubiany przez dzieci.

*Miód nostrzykowy* o lekkim zapachu waniliowym ma jasny kolor, a po skrystalizowaniu staje się jeszcze jaśniejszy lub żółty. Zawiera kumarynę, która obniża ciśnienie tętnicze krwi. Miód działa uspokajająco i nasennie. Zalecany przy nerwicy serca oraz przy innych schorzeniach serca i naczyń krwionośnych. Zapobiega degeneracjom mięśnia sercowego na tle miażdżycy oraz zakrzepowemu zapaleniu żył. Ma wpływ na zmniejszenie krzepliwości krwi, obniża ciśnienia krwi oraz wykazuje działanie przeciwkrzepliwe. Zaleca się go jako środek przeciwskurczowy w chorobie wieńcowej serca i zakrzepicy naczyń wieńcowych. Można polecić także przy bezsenności, migrenie, nerwobólach i zespole klimakterycznym.

*Miód koniczynowy* wytwarzają pszczoły z nektaru koniczyny białej i czerwonej. Jest aromatyczny, łagodny i ma kwaskowaty smak. W stanie płynnym ma słomkowo-żołtą lub łososiową barwę. Krystalizuje powoli, przyjmując gęstą, drobnoziarnistą konsystencję. Działa wykrztuśnie, napotnie, przeciwzapalnie i moczopędnie. Jest skuteczny przy zatrzymaniu moczu, w leczeniu biegunek, niedomagań przewodu pokarmowego, zapalenia oskrzeli i wyczerpania nerwowego. Dzięki dużej zawartości fruktozy polecany jest przy cukrzycy.

*Miód słonecznikowy* o intensywnej żółtej słonecznej barwie, ma lekko kwaskowy smak i kremową konsystencję. Po skrystalizowaniu zachowuje miękkość. Pomaga w leczeniu chorób układu krążenia, wątroby, stanów zapalnych górnych dróg oddechowych oraz chorób skóry. Ponadto posiada bardzo pozytywne działanie na żołądek oraz jelita. Dodatkową zaletą miodu słonecznikowego jest jego dobroczynny wpływ na poziom ciężkiego cholesterolu LDL.

*Miód faceliowy* jest jasnożółty, ma przyjemny, delikatny, lekko kwaśny smak. Po krystalizacji staje się jasnokremowy, prawie biały. Zalecany jest przy przeziębieniach i nieżycie żołądka.

*Miód lawendowy* jest herbaciany w kolorze, ma delikatny zapach i smak. Wspomaga leczenie nerwic, łagodzi irytację, zmniejsza depresję, ogranicza wahania
nastrojów, zwalcza bóle głowy, bezsenność, wyczerpanie nerwowe, rozjaśnia umysł. Działa take kojąco na serce.

*Miód eukaliptusowy* o barwie jasnobrązowej, ma mocny zapach z przyjemnym aromatem. Łagodzi podrażnienia ukladu oddechowego, działa wykrztuśnie, jest pomocny przy kaszlu, przeziębieniach, w zapaleniu płuc, zapaleniu oskrzeli, krztuściu, zapaleniu zatok, astmie, posiada działanie przeciwgruźlicze. Jest dobrym antyseptykiem. Wspomaga gojenie ran.

*Miód pomarańczowy* ma jasno herbaciany kolor, subtelny aromat kwiatów pomarańczy, łagodny i przyjemny smak. Działa uspakajająco, ułatwia zasypianie. Ze względu na swój smak polecany jest jako słodki dodatek do potraw, deserów, napojów. Jest dość gęsty, ale lejący. Miód ten potęguje właściwości przypraw i sprawia, że potrawy mają bardziej intensywny i wyrazisty smak.



Na zdjeciu miody jakie akurat mam w domu. Zobaczcie jak roznia sie kolorem i konsystencja. Od gory: eukaliptusowy (to jego wlasnie dodaje jako tajemny dodatek do sosow), rzepakowy (ulubiony Daniela), wielokwiatowy, slonecznikowy (bardzo kremowy, najbardziej ulubiony przez Olivera), wrzosowy i moj ulubiony spadziwy.
-----------------------
zrodlo:
http://stopnadwadze.pl/odzywianie/porady-odzywianie/cudowny-miod/#respond
http://www.miodzpolskichpasiek.pl/artykuly.php?site=miody
  • awatar zawsze jakieś ALE: Dziadek prowadził pasiekę i zawsze mieliśmy od niego miód. Dziadka nie ma, ale Pani, która z nim to prowadziła została i zawsze o nas pamięta :)
  • awatar B-angel: Miód jest wspaniały, przywożę sobie słoik z Polski i wydzielam nam do herbatki jak jesteśmy przeziębieni...
  • awatar Bafka: @czarny motyl: Kasztanowy ma bardzo specyficzny smak i zapach. Mi tez nie bardzo smakowal i chociaz pewnie sa jacys wielbiciele tego wlasnie, to jak dla mnie byl on po prostu ... beee.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Matka natura na kazda chorobe ma dla nas tez na nia lekarstwo. Dlatego nie trzeba wcale po kazdy lek biegac do apteki. Bowiem wiele specyfikow sami mozecie sobie przygotowac w domu, a czesto sa one o wiele bardziej skuteczne niz te z apteki kupowane bez recepty. Podobnie jest wlasnie z tymi syropami na kaszel, bol gardla i przeziebienia. Nie tylko sa odzywcze i pomagaja, ale co wiecej naprawde smakuja. A wiec nie pogardza nimi dzieci. Mozna je podawac na lyzeczce jako syrop lub np jako dodatek do goracej herbaty. W naszym domu w taki okres jak teraz, kiedy na dworze co chwila pada deszcz, ludzie w autobusach kichaja, smarkaja i kaszla, kiedy zaczyna sie fala przeziebien, przygotowuje dwa sloiki syropu i popijamy go codziennie wlasnie dolewajac sobie do herbatki. I wam polecam.

Syrop ten przygotowany jest na bazie naturalnego miodu. W polaczeniu z owocami cutrusowymi bogatymi w witamine C, ziolami lub przyprawami otrzymujemy pyszne lekarstwo.
Wazne jest by do przygotowania uzyc miodu naturalnego, najlepiej z najblizszej pasieki. Taki miod bowiem uodparnia na pylki rodzimych roslin oraz zmniejsza ryzyko alergii. Nie powinno sie jednak podawac miodu malenkim dzieciom ponizej 1 roku zycia.


SKŁADNIKI (na sloik 500 ml):

* 2 cytryny
* jakis 2- 3 cm kawalek swiezego imbiru
* 300 ml naturalnego miodu

lub

* 1 pomarancza
* kilka gozdzikow
* 300 ml naturalnego miodu

Owoce dobrze wyszorowac szczoteczka i razem ze skorka pokroic na plasterki lub polplasterki. Imbir obrac i tez pokroic na plasterki. Wszystko przelozyc do sloika i zalac miodem. Odstawic na kilka godzin. W tym czasie do miodu przejda soki z owocow i substancje aktywne z pozostalych skladnikow. Potem syrop przechowywac w lodowce. Jest przydatny do spozycia okolo 2 miesiecy.

W zasadzie mozna samemu mozna sobie przygotowac ulubiona wersje takiego syropu. Wazne by miod byl naturalny. Dodajemy co mamy i lubimy:
- cytrusy (cytryny, limonki, pomarancze, grejpfrut), - - - przyprawy (imbir, gozdziki, kardamon, cynamon)
- ziola (mieta, rozmaryn, tymianek, szalwia)

Jesli dodamy ziola, to nalezy dodawac je w calosci, nie poszatkowane i po okolo 24 godzinach wyciagnac z syropu.

Przy kaszlu i przeziebieniach zazywac lyzeczke lub dwie, 3 - 4 razy dziennie lub dodawac po duzej lyzce do herbaty. Mozna stosowac tez po prostu profilaktycznie w okresie zachorowan.




zrodlo tez tu: http://sekrety-zdrowia.org/domowe-syropy-na-kaszel-i-infekcje/
  • awatar Bafka: @czarny motyl: Tylko ziola. Ja tych cytryn nie wyrzucam, tylko dorzucamy sobie tez do herbaty.
  • awatar czarny motyl: Basiu, powiedz mi jeszcze, cytryn nie wyjmować? tylko zioła?
  • awatar czarny motyl: http://www.herbiness.com/ polecam do lektury tego bloga, kobieta która go prowadzi czerpie z natury garściami :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przy trzech facetach w domu, to jeden omlet upieczny na patelni, choćby i największej, zawsze będzie za mało. Dlatego od dawna omlety piekę w piekarniku. Wtedy dla nikogo nie zabraknie, a nawet jeśli czasem coś zostanie, to zawsze można zjeść nieco później, na zimno. Dodatkowym plusem jest to, iż nie grozi mi, bym w ten sposób omlet przypaliła.
Poza tym to naprawdę fajne danie, bo doskonale nadaje się do wykorzystania wszelkich wyrzyno - wędlinowych resztek z lodówki. Na zasadzie co mam to dam. Zatem jak najbardziej i wam polecam.


SKŁADNIKI (na dużą blaszkę, u mnie była okrągła):
* 5 - 6 jajek
* 1 - 2 ziemniaki
* 1 - 2 marchewki
* 1 cebula
* pół czerwonej papryki
* kawałek małej cukini
* kawałek kiełbasy
* 2 - 3 łyżki tartego żółtego sera
* sól, pieprz
* nieco oleju do smażenia

Blaszkę nasmarować lekko wyłożyć (bez żadnego docinania, bo nie potrzeba) arkuszem papieru do pieczenia.
Piekarnik nagrzać do 150°C (termoobieg) lub 175°C (piekarnik bez termoobiegu).

Warzywa umyć, obrać i pokroić na małe kawałki: ziemniaka, cukinię i marchewkę w plasterki, paprykę i cebulę w piórka. Kiełbasę również pokroić w plasterki.

Na patelni rozgrzać olej i podsmażyć na nim warzywa aż zmiękną. Przełożyć je na przygotowaną wcześniej blaszkę. Następnie na patelni podsmażyć pokrojoną w plasterki kiełbasę i również wyłożyć na blaszkę.

Jajka roztrzepać dobrze widelcem, przyprawić solą i pieprzem. Masę tę wylać na podpieczone warzywa z kiełbasą. Posypać całość tartym serem oraz posiekaną pietruszką lub szypiorkiem.

Wstawić do nagrzanego piekarnika i zapiekać jakieś 10 - 15 minut.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Zawsze ją lubiłam. Ale dopiero od niedawna pokochali ją i moi panowie. Smakuje na ciepło i na zimno, jako główna atrakcja obiadu lub w ramach przekąski. Mogłabym pewnie piec ją w zwykłej panierce, ale wolimy bardziej w tej podpicowanej. Jest wtedy bardziej chrupiąca na zewnątrz i nie traci owej chrupkości nawet jak juz ostygnie. Ot, taki to nasz cukiniowy hit ostatnio.


SKŁADNIKI:

* 1 - 2 młode cukinie
* 1 szklanka bułki tartej
* 2 szklanki płatków kukurydzianych
* 1 łyżeczka słodkiej papryki
* pół łyżeczki chilli
* bardzo gęste ciasto naleśnikowe: (2 jajka, mąka, mleko, łyżeczka sóli)
* olej do smażenia

Cukinie należy wybrać szczupłe i młode, żeby nie miały jeszcze gąbczastego środka i dużych pestek. Umyć je, osuszyć i pokroić w plastry grubśoci ok. 7 - 8 mm.

Płatki kukurydziane zmielić nieco w blenderze lub rozdrobnić zwyczajnie gniotąc je pięścią. Wymieszać je z bułką tartą, papryką i chilli.
Przygotować gęste ciasto naleśnikowe i dodając do niego łyżeczkę sóli.
Każdy kawałek cukini obtaczyć w cieście a następnie w przygotowanej panierce z bułki i płatków.
Smażyć na rozgrzanym ale nie bardzo gorącym oleju do chwili zarumienienia. Odsączyć przez chwilę z nadmiaru tłuszczu na papierowy ręczniku. I gotowe.

W środku miękka i delikatna cukinia, na zewnątrz pikantna i chrupiąca panierka. Jak dla nas rarytas.
  • awatar flipendo: tak samo robi sie bakłażana :)
  • awatar czarny motyl: uwielbiam! :D ale paradoksalnie bardziej smakują mi te większe cukinie, pokrojone bardzo cienko i tylko obtoczone w mące i jajku z dodatkiem soli proste rzeczy są najlepsze (najsmaczniejsze)
  • awatar ziemiojad2: o, lubię pamiętam, że raz dałam jakieś inne przyprawy i przed zdjęciem z patelni posypałam tartym serem - też dobre
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Miałam w domu akurat twaróg w wiaderku, który z Polski przysłała mi Mama. Pomyślałam, że przecież trzeba z niego coś dobrego wyczarować. Przejrzałam co mam jeszcze w domu i tak oto wczoraj upiekłam ten placek.

Przyznam się, iż sama byłam efektem końcowym zaskoczona. Bo ciasto wyszło bardzo dobre w smaku. Mięciutkie, wrecz rozpływajace się w ustach i takie, że każdy się kusił na dokładkę.


SKŁADNIKI:
(na blaszkę o wymiarach 40 x 30 cm lub jak u mnie na okrągłą blaszkę o średnicy na cały piekarnik):

na ciasto:
* 180 g miękkiego masła lub margaryny
* 150 g cukru
* 3 jajka
* 4 łyżki mleka
* 1 budyń waniliowy
* 250 g mąki
* 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

na masę serową:
* 130 g miękkiego masła lub margaryny
* 100 g cukru
* 4 łyżki cukru waniliowego
* 3 jajka
* 1 kg twarogu na sernik z wiaderka
* 150 naturalnego jogurtu
* 1 budyń waniliowy

ponadto:
* 2 puszki mandarynek
* nieco pistacji lub innych orzechów (niekoniecznie)
* 1 torebka przezroczystego Tortenguss (nie wiem czy to jest w Polsce i jak się po polsku nazywa) ale niekoniecznie, bo ciasto smakuje i bez Tortengussa

Piekarnik nagrzać do 175°C.
Blaszkę nasmarować lekko masłem i wyłożyć (bez żadnego docinania, bo nie potrzeba) arkuszem papieru do pieczenia lub nasmarować lekko masłem i wysypać bułką tartą.

Mandarynki odcedzić na jakimś sitku z zalewy. Zalewę zachować.

Przygotwać najpierw ciasto.
Do dużej miski wrzucić masło, cukier, jajka i utrzeć mikserem. Następnie dodać mleko i mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i proszkiem budyniowym. Wszystko dobrze zmiksować.
Tak przygotowane ciasto przełożyć do przygotowanej wcześniej blaszki. Wyrównać powierzchnię. Blaszkę włożyć do nagrzanego piekarnika i piec jakieś 10 - 12 minut.

W tym czasie przygotować masę serową.
W dużej misce utrzeć masło i jajka z cukrem i cukrem waniliowym na puszystą masę. Następnie wmiksować stopniowo twaróg, jogurt, proszek budyniowy i proszek do pieczenia.
Masę tę wyłożyć na podpieczony wcześniej spód. Na tym rozłożyć mandarynki. Można też posypać nieco orzechami . Ja dodałam nieco pistacji.

Zmniejszyć temperaturę w piekarniku do 150°C. Wstawić ciasto i piec jeszcze jakieś 40 - 45 minut.

Po upiczeniu przygotować według przepisu na opakowaniu Tortenguss (jeśli mamy), zastępując jednak wodę zachowaną wcześniej zalewą z mandarynek. Posmarować nim ciasto i poczekać aż nieco wystygnie.
Smacznego.

  • awatar Holly Golightly.: Tortengussa w Polsce nie ma, niestety, ale jak mi sie moje zapasy skonczyly, a do sklepu mi sie nie chcialo (mieszkam przy samej granicy, wiec zakupy w Niemcowni to nie problem), kombinowalam z polaczeniem kisilu i galaretki ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Upleciony dlugo musial czekac na wykonczenie, bo nie za bardzo mialam czas i checi by sie za to zabrac. W ramach rekompensaty dla koszyczka dostal on szate w kolorach teczy. Do tego zolte filcowe kwiatuszki. I oto jest. Calkiem wesoly i kolorowy.

 

 
Czasami z obiadu zostanie nam dość sporo ziemniaczanego purée. A przecież szkoda to wyrzucić. Co zatem można z takich ziemniaczków wyczarować? Ano, na przyklad bardzo dobre w smaku ciacho.
Eksperymentuję z ciastami ziemniaczanami już od jakiegoś czasu i za każdym razem jestem miło zaskoczona. Moje dzisiejsze ciacho pachnie cynamonem, jest soczyste i po prostu przepyszne. Smakuje dużo lepiej niż wygląda.

Zatem jeśli zostaną wam z obiadu ziemniaczki, nie bójcie się przerobić je na jakieś pyszne ciacho na podwieczorek.


SKŁADNIKI (na tortownicę o średnicy 26 cm):

* ok. 450 - 550 g (ilość na oko, po prostu ile macie) ziemniaczanego purée
* 7 czubatych łyżek mąki
* 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
* 2 łyżeczki cynamonu
* 7 łyżek cukru
* 4 - 5 jajek
* 2 czubate łyżki naturalnego jogurtu lub kwaśnej śmietany
* 2 czubate łyżki miękkiego masła
* garść posiekanych orzechów włoskich
* garść rodzynek
* 4 jabłka

na lukier:
* ok. 150 g cukru pudru
* 1 szczypta cynamonu
* 2 łyżki mleka


Piekarnik nagrzać do 175°C.
Tortownice wyłożyć (bez żadnego docinania, bo nie potrzeba) arkuszem papieru do pieczenia lub nasmarować lekko masłem i wysypać bułką tartą.

Do dużej miski wrzucić ziemniaczane purée. Dodać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i cynamonem, cukier, jajka, masło, jogurt lub śmietanę oraz bakalie. Wszystko dobrze zmiksować.

Tak przygotowane ciasto przełożyć do przygotowanej wcześniej blaszki. Wyrównać powierzchnię. Najlepiej blaszką kilka razy uderzyć o blat stolu, by ciasto się w niej lepiej ułożyło.

Jabłka obrać, przekroić na ćwiartki, wykroić gniazdka nasienne i pokroić w plasterki. Plasterki jabłek poukładać dość gęsto na cieście.

Ciasto włożyć do nagrzanego piekarnika i piec jakieś 45 minut.
Po pierwszych 15 - 20 minutach najlepiej przykryć ciasto arkuszem papieru do pieczenia aby nam się za bardzo nie spiekło od góry.

Po upieczeniu, gdy ciasto nieco przestygnie, posmarować go lukrem przygotowanym z cukru pudru, odrobiny mleka i cynamonu.
Smacznego
  • awatar czarny motyl: nieźle wygląda ja do tej pory z wczorajszych ziemniaków robiłam tylko kotleciki-ale chyba się skuszę na upieczenie ich w ten sposób. zawsze to odmiana :)
  • awatar Domisiulek*.*: Wygląda apetycznie :)
  • awatar tikatika: Wygląda ciekawie i jak nie zapomnę to na pewno kiedyś spróbuję. (I chyba to nawet dobra propozycja na ciasto na przedszkolne uroczystości, na które zawsze coś piekę, a oni dla maluchów nie chcą żadnych mas, kremów itd.)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Znalazlam wczoraj w szafce jeszcze garsc zrobionych kiedys "patyczkow" do papierowej wikliny. Akurat lecial "Szpital", ktory lubie ogladac, bo to sobie usiadlam z patyczkami przed telewizorem. Bo lepiej mi sie oglada jak w tzw. miedzyczasie mam zajecie dla rak. I wypletlam koszyczek. Teraz tylko go pomalowac, ozdobic i bedzie.
 

smakoszka
 
malazdzira
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Kojarza mi sie z latem i wakacjami. I obie sa w takich wakacyjnych letnich kolorach.

*skrzyneczka z ważkami 1*



*skrzyneczka z ważkami 2*

  • awatar Domisiulek*.*: Ale śliczne! :)
  • awatar barbarella: Fiolet najbardziej do mnie przemawia, to kolory w jakich sypiam :) Ale wszystkie są piękne Basiu :*
  • awatar Bafka: @ptasiowa: @czarny motyl: dzieki dziewczyny
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Bardzo lubie motywy z pawiem, wiec kiedy wygrzebalam w swoich starych zbiorach te zapomniana serwetke, nie moglam sie jej oprzec. Wiedzialam, ze jakos musze ja wykorzystac. No i tak powstala ta osto skrzyneczka.


Przy okazji moglam wyprobowac jaki efekt daje moja nowo nabyta farba (na zdjeciu ta malinowa). Nie widac tego na fotce, ale farba jest jakby brokatowa i daje calkiem fajny efekt. Kupilam ja na probe i stwierdzam, ze to byl udany nabytek.
  • awatar Hypnotic Poison: @Bafka: Dobrze wrócę :)
  • awatar Bafka: @Hypnotic Poison: Dziekuje. A ty wracaj na pingera. Stesknilam sie za toba.
  • awatar Hypnotic Poison: Tak dawno mnie tu nie było, a widzę że znowu tworzysz piękne dzieła :D Dużo szczęścia i miłości życzę. Miło jest podziwiać Twoje dzieła.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Ze wszystkich skrzyneczek, ktore teraz robilam ta podoba mi sie najbardziej. Zapewne przez ta soczysta radosna zielen w srodku. W ogole jest ona wedlug mnie taka pelna pozytywnej energii, ze az czlowiek ma ochote pohasac gdzies na trawce.

Zdejcia nie oddaja rzeczywistych kolorow, bo oczywiscie nie potrafie zrobic dobrych fot.

 

 
Istnieje punkt na ciele ludzkim zwany Feng Fu – znajduje się on z tyłu na szyi tuż się u podstawy czaszki.

Regularne umieszczanie na nim kostki lodu powoduje odmładzanie organizmu, dodaje energii, witalności, a także pomaga w niektórych chorobach.


Metoda:

Połóż się na brzuchu i umieść kostkę lodu w punkcie Feng Fu, pozostań tak przez ok. 20 min relaksując się. Jeśli nie możesz leżeć w tej pozycji, możesz przymocować lód szalikiem lub folią.

Wykonuj zabieg regularnie w odstępach co 2-3 dni rano przed śniadaniem i wieczorem przed snem. Po 30-40 sekundach poczujesz lekkie ciepło w tym miejscu. Po 30-40 sekundach, poczujesz lekkie ciepło przyjść na miejscu. W pierwszych dniach, będziesz czuć euforie, a to z powodu uwalnianych endrofin.


Korzyści :
- poprawa jakości snu
- poprawa nastroju
- lepsza praca przewodu pokarmowego
- łagodzenie przeziębień
- łagodzenie bólów głowy , szyi, górnych części kręgosłupa, zębów

Pomaga także na:
- choroby układu oddechowego
- choroby sercowo-naczyniowe
- problemy z tarczycą
- PMS
- reguluje cykl miesiączkowy

Ma ddobry wpływ na zdrowie psychiczne.

-------

zrodlo: http://sekrety-zdrowia.org/lepsze-samopoczucie-zdrowie-odmlodzenie-ciala-przy-pomocy-kostki-lodu/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Sezon morelowy u nas rozpoczął się na dobre, to i wypadało upiec coś dobrego. Zwłaszcza, że morele są takie słoneczne już z samego wyglądu, iż zawasze kojarzą mi się po prostu z latem. Zatem żeby mieć więcej słońca na talerzu, wyczarowałam wczoraj te drożdżówki.
Może jest z nimi nieco więcej roboty, bo trzeba zrobić ciasto drożdżowe i kruche i masę budyniową, ale było warto.


SKŁADNIKI (na 16 - 18 sztuk):

na zaczyn:
* 40 g świeżych drożdży
* 1 łyżka cukru
* 1 łyżka mąki
* 100 ml letniego mleka

na ciasto:
* 700 g mąki
* 6 łyżek cukru
* 200 ml letniego mleka
* 2 jajka (o temp. pokojowej)
* 100 g masła

na masę budyniową:
* 500 ml mleka
* 1 budyń waniliowy
* 2 łyżki cukru
* 200 g śmietany schmand lub jak nie macie to kwaśnej (ale wysokoprocentowej 16 - 20 %)

na posypkę:
* 100 g masła
* 200 g mąki
* 8 łyżek cukru
* 1 jajko

ponadto:
* 500 g świeżych, dojrzałych moreli

Morele umyć, osuszyć, wypestować i pokroić na mniejsze kawałki.
Budyń ugotować według przepisu. Odstawić by nieco przestygł.

300 ml mleka wlać do jakiegoś garnuszka i lekko podgrzać, ale tak by było ciepłe, ale nie gorące.

Ze składników na posypkę zagnieść kruche ciasto i wstawić je do lodówki.

Drożdże pokruszyć do jakieś średniej miski, zasypać 1 łyżką cukru i 1 łyżką mąki. Wlać około 1/3 podgrzanego mleka i dobrze wszystko wymieszać. Zostawić zaczyn w jakimś ciepłym miejscu na około 10 - 15 minut do wyrośnięcia.

Do garnuszka z resztą ciepłego mleka dodać masło i odstawić jeszcze, aż masło się całkowicie rozpuści.

Do dużej miski przesiać mąkę. Dodać cukier, jajka, mleko z rozpuszczonym w nim masłem i przygotowany rozczyn. Wszystko najpierw nieco wymieszać dużą łyżką, a potem dłońmi wyrobić na jednolite i gładkie ciasto. Jeśli ciasto będzie się zbyt kleiło i można dosypać 1 łyżkę mąki.
Z ciasta uformować kulę i przełożyć do jakieś innej, czystej, dużej i wysmarowanej lekko olejem miski. Przykryć od góry czystym kuchennym ręcznikiem i odstawić do wyrośnięcia. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. Zajmuje to zwykle jakieś 40 - 60 minut.

Gdy ciasto drożdżowe wyrośnie, wyjąć je z miski i podzielić najlepiej ostrym dużym nożem na 16 części. Każdą częścią rozpłaszczyć na kształt małego placa. Placki te poukładać na blaszkach wyłożonych papierem do pieczenia.

Teraz wmieszać do przygotowanego wcześniej budyniu śmietanę.
Na każdy drożdżowy placek nałożyć z 1 lub 2 łyżki masy budyniowej (brzegi placków zostawić wolne). Na wierzchu poukładać morele i wreszcie na koniec posypkę.


Piec w piekarniku nagrzanym do 180°C (termoobieg, piekarnik bez termoobiegu 200°C) przez ok. 20 - 25 minut (w zależności od piekarnika), aż ciasto nabierze ładnego złoto - brązowego koloru.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Można go kupić w każdej budce z azjatyckim jedzeniem. No ale po co, skoro równie dobrze można samemu przygotować go w domu. Ja zwykle robię od razu w ilościach hurtowych, bo jak się ma w domu 3 facetów, a każdy z nich z wilczym apetytem, to w zasadzie wszystko przygotowuje się w ilościach hurtowych.
Tak czy siak jest to nasz pomysł na obiad. Tanio, szybko i smacznie.


SKŁADNIKI:
(wszystkie składniki w ilościach na oko, wcale nie trzeba się tu trzymać jakiś ustalonych proporcji)

* ok. 350 - 400 g azjatyckiego makaronu jajecznego (Mie- Nudeln)
* 2 - 3 cebule
* kilka marchewek
* 1 - 2 spore garście świeżych kiełków fasolki mung ewentualnie sojowych
(jeśli nie macie dostępu do takich kiełków można w zamian dać z 2 garście poszatkowanej białej kapusty - też będzie dobrze smakować
* ok. 400 g piersi drobiowych
* ok. 80 - 100 ml sosu sojowego
* olej do smażenia

Mięso pokroić na małe kawałeczki, cebulę w piórka. Marchewkę najlepiej zetrzeć na tarce o grubych oczkach, albo pokroić w cienkie słupki.
W woku albo w dużym garnku, albo w głębokiej patelni rozgrzać olej, wrzucić na to mięso i chwilę podsmażyć. Dorzucić do tego cebulę, wlać odrobinę sosu sojowego i smażyć jeszcze kilka minut. Następnie dodać marchewkę i kiełki, znowu wlać nieco sosu sojowego i zwnou nieco podsmażyć. Wszystko co jakiś czas podlewać sosem sojowym i mieszać by nam się nie przypaliło.

W międzyczasie ugotować makaron. Gdy będzie gotowy, odcedzić go, dobrze wymieszać z resztą i ewentualnie jeszcze całość odrobinę przesmażyć.
  • awatar Bafka: @Paola_Jola: No u nas sa w kazdym azjatyckim sklepie.
  • awatar Paola_Jola: Lubię takie dania na szybko. A gdzie kupiłaś ten makaron?
  • awatar Bafka: @Crazy Girl: Wez wiec zwykly, tylko nie za gruby. I na pewno tez bedzie dobre.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›