• Wpisów:1377
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:190 dni temu
  • Licznik odwiedzin:416 637 / 3103 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie zawsze musi być mięso. Osobiście bardzo lubię takie jednogarnkowe dania warzywne. I wcale nie trzeba mieć wielu warzyw, czasem z najprostszych można wyczarować coś dobrego.


SKŁADNIKI (dla 4 osób):
* 1 mała dynia (ok. 900 - 1200 g dyni)
* 1 kubek dowolnej fasoli (ja miałam malutką czarną)
* 1 por
* 1 cebula
* 2 czubate łyżeczki ostrego curry
* 3 - 4 łyżki mleka kokosowego
* 1 - 2 łyżki koncentratu pomidorowego
* nieco oliwy
* łyżka masła
* sól, pieprz, chilli, suszony cząber

Fasolę namoczyć w wodzie na kilka godzin (jeśli jest większa, to nawet na całą noc). Następnie przepłukać ją i ugotować w świeżej osolonej wodzie, dodając łyżkę masła i około łyżeczki cząbru. Gotować tak długo aż fasola będzie miękka. Na koniec odcedzić na sitku.
Można też użyć fasoli z puszki.

Dynię obrać i pokroić w kostkę.
Cebulę i por pokroić w paseczki lub w kostkę. W dużym garnku lub w dużej głębokiej patelni podsmażyć na oliwie posiekaną cebulę z porem przez minutę. Dodać curry i jeszcze chwileczkę podsmażyć. Następnie dorzuć dynię. Wszystko dobrze wymieszać, dolać nieco wody, posolić, popieprzyć i dusić całość na średnim ogniu mieszając od czasu do czasu. Po jakiś 10 minutach dodać mleko kokosowe, nie dolewać już wody. Dusić wszystko do momentu aż dynia będzie miękka i zacznie się prawie rozpadać, a większa część wody odparuje. Dodać wcześniej ugiotowaną i odsączoną z wody fasolkę oraz koncentrat pomidorowy. Wszystko dobrze przemieszać i ewentualnie jeszcze doprawić.
Gotowe.

 

 
Czasami trzeba sobie pozwolić na małe przyjemności. Tak więc upiekłam nam dzisiaj serniczki. Sa pyszne, na ciasteczkowo - owsianym spodzie, z wyrażną cytrynową nutą i właśnie tymi figami, które idealnie tu pasują.


SKŁADNIKI (na 6 małych form do tartaletek):

na spód:
* 200 g kruchych ciasteczek, najlepiej o korzennym smaku (ja miałam spekulatius), ale moga tez byc zwykłe herbatniki
* na oko 2 garście płartków owsianych
* 140 g stopionego masła

na masę serową:
* 1 kg twarożku typu quark lub sera na serniki (z wiaderka)
* 3 jajka
* pół paczki budyniu waniliowego lub 1 opakowanie wspomagacza do serników (Käsekuchen Hilfe)
* 120 g cukru
* skórka i sok z 1 cytryny

ponadto:
* 3 świeże dojrzałe figi

Ciasteczka pokruszyć lub zmiksować w blendrze. Dodać do nich płatki owsiane i roztopione masło. WDobrze wszystko wymieszać. Masa ciasteczkowo - owsiana będzie nieco krucha, ale to nieszkodzi. Włożyć ją na dno tartaletek.

Piekarnik nagrzać do 175°C.

Przygotować masę serową. Twarożek, cukier i jajka zmiksować na jednolitą masę. Następnie wmiksować proszek budyniowy lub Käsekuchen Hilfe. Na koniec dodać skok i skórkę z cytryny. Masę serowoą nałożyć do tartaletek na przygotowany wcześniej spód.

Figi umyć i pokroić na mniejsze kawałki. Na każdym serniczku poukładac po kilka kawałków fig.

Serniczki wstawić do nagrzanego piekarnika (175°C, termoobieg) i piec jakieś 30 minut. Gotowe.
  • awatar PRZEPIŚNIK: mniaaaammmmmm ja jadłam pierwszy raz figę w tym roku w deserze :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Przepiękne to jest.
Piękna muzyka, piękny tekst.
Zakachałam się w tej piosence.

Za każdym razem jak ją słyszę czuję w środku, we mnie, rosnący uśmiech. Tak jakby rodził się nie na mojej twarzy, ale gdzieś głęboko w sercu. I powoli obejmując mnie wypływa na zewnątrz.
Ta piosenka ma w sobie coś takiego właśnie pieknego, że powiedzieć tego nie umiem. Ale poczuć. Mocno. Aż do łez.
 

 
Zezon grzybowy się zaczął u nas na dobre. Jutro w planach grzybobranie. A tymczasem wygrzebałam ostatnie suszone prawdziwki z naszych zeszłorocznych zbiorów i zrobiłam risotto grzybowe.
Jak każde risotto moze i nie jest zbyt fotogeniczne, ale smakuje rewelacyjnie. Jak dla mnie bajka.


SKŁADNIKI (na 4 porcje):

* ok. 500 g świeżych lub 150 - 200 g suszonych grzybów (u mnie były to suszone prawdziwki)
* 2 cebule
* 1 - 2 ząbki czosnku
* 1 - 2 łyżki masła
* 1 szklanka białego wina
* 300 g ryżu arborio lub innego do risotto
* ok. 750 - 850 ml bulionu (może być z kostki)
* pół pęczka natki pietruszki lub lubczyku
* sól, pieprz, suszony zmielony rozmaryn
* ok. 80 g startego parmezanu

Jeśli mamy grzyby suszone namoczyć je w ciepłej wodzie i odstawić na godzinę. Jeśli mamy grzyby świeże to oczyścić i pokroic na mniejsze kawałki.
Cebulę pokroić w kostkę, czosnek posiekać lub przecisnąć przez praskę.

W głębokiej patelni rozgrzać masło i wrzucić na to cebulę z przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Leciutko zeszklić. Dodać pokrojoną grzyby. Jeśli mieliśmy grzyby suszone to należy je nieco odcisnąć z wody, w której były moczone. Wodę jednak zachować. Wsypać ze dwie szczypty zmielonego suszonego rozmarynu, posolić i popieprzyć. Smażyć wszystko przez parę minut.

Następnie wsypać ryż i znowu smażyć przez kilka minut, aż ryż nieco się jakby zeszkli. Wlać wino, znowu minutkę podusić. Potem stopniowo dolewać bulion i co jakiś czas mieszając gotować risotto tak długo, aż ryż będzie miękki.
Risotto należy pilnować i co chwilę mieszać, by nam się nic nie przypaliło. W miarę potrzeby dolewać przy tym bulion. Jeśli ryż będzie nadal nieco twardy, można dolać nieco wody, w której były moczone grzyby.
Na koniec doprawić pieprzem i solą.

Umyte zioła drobno posiekać i wmieszać tuż przed podaniem do potrawy. Podawać posypany startym parmezanem. Gotowe.

Zdjęcie zrobiłam nieco dupowate, tak wygląda to jak brązowy kleks - kupka na niewiadomo czym. Ale następnym razem może uda mi się kliknąć lepsze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Obudziłam sie rano, a tam za oknem wreszcie przestało padać. Lubię deszcz, ale co za dużo to nie zdrowo, dlatego uciszyłam się niezmiernie kiedy wyjrzało dziś wreszcie słoneczko. Od razu tak jakoś radośniej i człowiek ma więcej energii.

Zadzwoniła Mama z wiadomością, iż przyjedzie do nas w przyszłym tygodniu. Wszyscy się cieszymy na tę nespodziewaną Mamy decyzję, zwłaszcza że dawno Mamy nie widzieliśmy. I chociaż kiedy rozmawiałam z Mamą przez telefon może nie okazałam aż tak bardzo raodości, to jak teraz myślę o tej Mamy wizycie to cieszczę się z każdą chwilą bardziej i bardziej.

No, ażeby dzień był jeszcze bardziej niespodziweankowy, to właśnie przed chwilą dostałam całkiem niespodziewaną przesyłkę od Goath. A w niej prezenty dla mnie. I list. List przeczytałam raz i drugi, i nawet trzeci. I chyba z tych słów napisanych ręcznie na papierze, w których odkryłam tyle ciepła i serca zwyczajnie cieszę sie najbardziej. Goath, dziękuję ci z całego serca.

  • awatar suszi94: Mam nadzieję, że wena wkrótce nadejdzie :D
  • awatar Bafka: @suszi94: Jakoś ostatnio nie mam weny do malowania. SDtoi rozpoczęty obraz na sztalugach i nie moge sie zabrac by go skończyć.
  • awatar suszi94: Dziękuję za komentarz:) Tak, sama widzę u siebie postępy. Nie rysuję doskonale, ale lepiej - i z tego się cieszę i to bardzo, bo to chyba jedyna rzecz, która mi wychodzi. Nie można mieć wszystkiego tak od razu:) A ja czesto wchodzę na Pani bloga i czekam aż w końcu namaluje Pani jakiś obraz ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
W tym roku ziółka na moim balkonie nie są tak bujne i liczne jak w latach poprzednich. Pogoda spowodowała, że część zwyczajnie mi padła gdy roślinki były jeszcze maleńkie. Jednak ku mojej uciesze najważniejsze rosną całkiem ładnie.

Wrażliwa bazylia okazała się być wcale nie taka wrażliwa. Mam trzy bujne krzaczki, które mimo tego, że prawie dziennie skubię z nich po kilka lub kilkanaście listków wciąż pną się dzielnie w górę.
Każdy z tych krzaczków jest nieco innej odmiany. Bazylia genovese, ta najbardziej znana i ponoć najbardziej wrażliwa, u mnie rośnie po prostu jak szalona. Ma delikatny smak i pachnie tak intensywnie bazyliowo.
Bazylia cynamonowa jest w smaku nieco wyrazistsza, właśnie z tą dodatkową cynamonową nutą.

I wreszcie bazylia tajska, znacznie pikantniejsza, bardzo wytrzymała. Rośnie nieco wolniej, ale za to nawet upały jej nie powaliły.

O dziwo między tymiankiem rośnie mi też całkiem bujnie hyzop, choć nawet nie pamiętałam, że go wysiałam. Zaczęłam więc i jego używać w mojej kuchni i ku mojejemu zadowoleniu ciekawe, nowe dla mnie smaki odkrywam.

W wielkich donicach niezmordowane pną się w górę rozmaryn, trybula ogrodowa, lubczyk i szałwia ananasowa.

No i wreszcie Pimpinelle (nie znam polskiej nazwy), która wysiałam bardziej dla picu, a teraz równie często ląduje ona na naszych talerzach jak popularna bazylia.

Mam też swoje własne papryczki chilli. Wybrałam odmiane ładgodniejszą, ale jednak jest to wciąż chilli. I ma ten pazur. Aż szkoda, że mam tylko jeden krzaczek.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Kartoffelgulasch to taka typowo staroniemiecka potrawa, popularna szczególnie w Szwabii. Robi się go w różnych wersjach, czasem z dodatkiem kiełbasy czy boczku, czasem też i innych warzyw, jak np fasolki. Głównym składnikiem są jednak właśnie ziemniaki.
My lubimy ten kartoflany gulasz w wersji wegetariańskiej.
I powiem wam jedno, kiedy zrobiłam go po raz pierwszy byłam zachwycona odkryciem tego dania. Tym że zwykłe kartofle mogą tak dobrze smakować.
I obojętnie czy jako dodatek do obiadu, czy też solo, ten gulasz w naszym domu zawsze cieszy sie powodzeniem. Polecam wypróbować i wam.


SKŁADNIKI:

* 10 - 12 średniej wielkości ziemniaków
* 2 papryki (u mnie pomarańczowa i żółta)
* 2 cebule
* 4 - 5 ząbków czosnku
* nieco oliwy lub oleju
* garść gałązek świeżego tymianku (można pominąć)
* 4 goździki
* 1 laska cynamonowa
* 2 liście laurowe
* ok. 3/4 szklanki białego wytrawnego wina
* ok. 1,5 szklanki bulionu (może być z kostki)
* 2 - 3 łyżki koncentratu pomidorowego
* sól, pieprz, cukier, chilli, gałka muszkatołowa, ja dodatkowo dodaję jeszcze nieco przyprawy curry Shawal Karl http://smakoszka.pinger.pl/m/13493006, ale nie jest ona konieczna

Najpierw musimy sobie przygotować warzywa.
Ziemniaki obrać i pokroić w grubą kostkę. Umyte papryki i cebulę w nieco mniejszą kostkę. Czosnek posiekać lub przecisnąć przez praskę.
Gałązki tymianku związać nitką, żeby potem można było łatwiej wyłowić go z garnka.

W garnku rozgrzać nieco oliwy lub oleju i wrzucić na to cebulę z czosnkiem. Nieco posolić, popieprzyć, dodać z pół łyżeczki cukru, wsypać nieco chilli, startej gałki muszkatołowej i jeśli chcecie też inne przyprawy (suszone zioła czy tak jak u mnie curry shawal karl). Wszystko przemieszać, leciutko podsmażyć. Natępnie dodać pokrojoną paprykę i znowu podsmażyć to z minutkę. Wreszcie dorzuć kartofle.

Wlać wino, wlać bulion, dorzucić tymianek, liście laurowe, cynamon i goździki. całość dusić jakieś 25 - 30 minut, aż ziemniaki będą miękkie i wyparuje większość wody. Na koniec wyłowić tymianek, laskę cynamonową i liście laurowe. Dodać koncentrat pomidorowy, dobrze wszystko wymieszać i ewentualnie jeszcze doprawić. Gotowe.
  • awatar Louve: chyba nawet mnie by wyszedl:-) uwielbiam kartofle:-)
  • awatar Jestem Arielka: Wygląda przepysznie :) aż się głodna zrobiłam :)
  • awatar b_gallerani: też wypróbuję :) mój facet bardzo ziemniaczany ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
A skoro macie juz przepis na zielone curry http://smakoszka.pinger.pl/m/22319876, to mogę wam podac przepis na moje zielone rosotto. Przyznam od razu, iż moi chłopcy w przeciwieństwie do mnie i Kapsla nie przepadaja za zielonymi warzywami. Jeśli papryka, to koniecznie czerwona, bo zielona jest beee, cukinia eee, hyyyy... nie bardzo, kalafior może być, ale brokuły beee. Takie mniej więcej jest podejście Olivera i Daniela, jeśli się ich zapytać o zdanie. Ale przecież u mnie w domu gotuję ja. A ja jestem zdania, że wszystko można zaczarować tak, by beee już nie było.
I dokładnie to risotto jest tego dowodem. Bo chociaż na codzień moi chłopcy na każde zielone warzywo kręcą nosem, to jednak tego risotta nigdy nie odmówia. A i nieraz się zdarzy, że przyjdą po dokładkę.


SKŁADNIKI (na 4 porcje):

* kilka łyżek dobrego oleju
* 2 cebule
* 4 - 5 ząbków czosnku
* 2 mniejsze cukinie
* 2 zielone papryki
* 300 g ryżu arborio lub innego do risotto
* 1 spory pęczek świeżych ziół, co tam macie (u mnie jest po trochu lubczyku, tymianku, bazylii, pietruszki i mięty)
* sok z jednej cytryny
* ok. 1 litr bulionu (może być z kostki)
* 2 czubate łyżeczki przyprawy curry zielone http://smakoszka.pinger.pl/m/22319876
* sól, pieprz

Obraną cebulę, umyte papryki i cukinie pokroić w kostkę. W głębokiej patelni rozgrzać olej i wrzucić na to cebulę z przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Leciutko zeszklić. Dodać pokrojoną paprykę oraz cukinię. Wsypać przyprawę zielone curry, nieco posolić, popieprzyć. Smażyć wszystko przez parę minut.

Następnie wsypać ryż i znowu smażyć przez kilka minut, aż ryż nieco się jakby zeszkli. Potem stopniowo dolewać bulion i co jakis czas mieszając gotować risotto tak długo, aż ryż będzie miękki.
Risotto należy pilnować i co chwilę mieszać, by nam się nic nie przypaliło. W miarę potrzeby dolewać przy tym bulion.
Na koniec dodać sok cytrynowy, doprawić pieprzem i solą.
Umyte zioła drobno posiekać i wmieszać tuż przed podaniem do potrawy.

To risotto smakuje jeszcze lepiej gdy przed podaniem posypiemy je nieco startym parmezanem. Ale oczywiście i bez sera jest znakomite.
No bo jeśli udaje mi sie w nim przemycać zielone warzywa i moje chłopaki jeszcze domagają sie dokładki, to znaczy iż jest znakomite.

  • awatar My crazy twisted world <3: Super blog tylko zazdrościć<333 Mam prośbę ważną dla mnie czy mogłabyś wejść do mnie i zagłosować w wykreślance prosze , byłabym wdzięczna
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
No i skoro mam nowy, cudowny młynek, to mogłam sobie zrobić tę przyprawę. Używam jej od dawna do wszelkich dań na warzywach, do zup. W przeciwieństwie do sklepowych past curry, które bazują na chilli, ta mieszanka jest łagodna i aromatyczna. Po zmieleniu przypraw uzyskamy piękny, zielony proszek o przyjemnym zapachu, który dodany do lecza, risotto, do gotowanych czy duszonych warzyw pod postacią każdą, na pewno nada waszej potrawie szlachetniejszego smaku.
Bardzo wam tę mieszanke przyprawiową polecam, bo jest warta tego, by nie tylko w mojej kuchni tańczyła w garnku z warzywami.


SKŁADNIKI:

* 1 czubata łyżka kurkumy
* 1 czubata łyżeczka czosnku
* 1 czubata łyżeczka cebuli
* 1 czubata łyżeczka imbiru
* 2 łyżeczki ziaren zielonego pieprzu
* 2 łyżeczki nasion kolendry
* 2 łyżeczki suszonych liści selera
* 2 łyżeczki suszonego czosnku niedźwiedźiego
* 2 łyżeczki suszonego szczypiorku
* 2 łyżeczki suszonego koperku
* 2 czubate łyżeczki soli
* 1 - 2 liście laurowe
* kilka listków curry (można pominąć)

Wszystkie przyprawy umieścić w młynku do kawy i zmielić na drobno. Przechowywać w szczelnie zamkniętym słoiczku, bez dostępu światła (czyli np w szafce kuchennej).

  • awatar Crazy Girl: Przez samo czytanie składników już mi zapachniało tą przyprawą :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jak się coś psuje, to już nie parami, ale dosłownie stadami. W ostatnim czasie moje sprzęty domowe jedne po drugim wyzionęły ducha. Najpierw stary, poczciwy termomix, który służył nam wiernie przez bite 16 lat. Miał prawo się zepsuć, bo zasłużył się naprawdę wyjątkowo. Krótko potem popsuły się nam kolejno młynek do kawy i ciśnieniowy ekspres do kawy (a takie dobre kawusie robił). Wreszcie padł nawet "pierdolniczek" przekazujący interen przez kable z prądem (nie, nie chodzi mi o żadne rourtery czy modemy, a o coś jeszcze innego, czego nazwy nie znam, dlatego "pierdolniczek". A wszystko to zaledwie w przeciągu 2 czy 3 tygodni.

No i wiadomo, że takich rzeczy się na nowo od razu nie kupi. No ale o ile bez termomixa się obejść mogę, bez ekspresu do kawy również, to jednak z młynka do kawy trudno mi w mojej kuchni było zrezygnować.
I tym sposobem trafił do nas nowy, jak się okazuje milion razy lepszy od starego. Wybrałam młynek Cloer 7580, taki:

Ma 200 Watt, co jak na młynek do kawy jest super dużo, czyli śmiga jak szalony i da radę zmielić naprawdę wszystko co chcę. No a drugi wielki plus to taki, że ta część, w której się mieli, nie tylko jest znacznie większa i pojemniejsza niż w przeciętnych młynkach, to jeszcze można ją odkręcić i osobno umyć.
Jestem więc z mojego nowego nabytku max zadowolona. I cieszę się jakby to był conajmniej jakiś mega zajebisty robot kuchenny czy jeszcze co lepszego.

Najbardziej jednak jestem zadowolona z tego, że dzięki młynkowi mogę znowu tworzyć cudownie pachnące mieszanki przyprawowe. Albo zmielić sobie ryż lub kaszę gryczaną bądź jaglaną na mąkę, jeśli taką potrzebuję. Albo właśnie zmielić na puch kawę z odrobiną kardamonu i zaparzyć po turecku na piecu albo w caffettierze.

Najbardziej jednak kocham robić moje mieszanki przyprawowe. Żadne bowiem sklepowe nie umywają się do takich domowych, świeżo zmielonych. Przede wszystkim nie muszę się obawiać, iż jest w nich coś, czego w przyprawach być nie powinno. Po drugię mogę w ten sposób tworzyć własne kompozycje.
A naprawdę przyprawy w kuchni są dla mnie bardzo ważne. Bo dzięki nim własnie danie przygotowane z najprostszych choćby składników, można zamienić na prawdziwą kulinarna poezję.
  • awatar Crazy Girl: Chyba też powinnam zainwestować w taki sprzęt, co prawda kawy nie piję, ale właśnie do przypraw itp by się przydał :)
  • awatar Louve: musze kupic, nie mam od lat, super rzecz:-)
  • awatar Violet-Lila: Mój młynek nie taki wypas jak Twój nówka sztuka, ale mieszanki przypraw miele doskonale, więc rozumiem Twoje zadowolenie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Na stole poroskładane mokre płótna. Pomalowane na razie czarną farbą. Joey nagle poleciała z klatki, oczywiście lotem poślizgowym. Raz, drugi i trzeci i wylądowała oczywiście na kancie mokrego blejtramu. Nim zdąrzyłam nawet podstawić ręki. Joey szybkimi małymi kroczkami przeszła przez całą długość obrazu. Potem zrobiła sobie wycieczkę na otwarty balkon.
Balkon zawsze mamy otwarty, nasze ptaki nigdy tam nie wlatują. Dziś był ten pierwszy raz. Najpierw Joey wylądowała na podłodze, widziałam że jest zdezorientowana. Podstawiłam palec, wskoczyła ufnie tylko po to, by za chwilę się zerwać i uderzyć w szybę. Pozbierałam ją, zaniosłam do klatki. Małe serduszko miało wyskoczyć, tak szybko biło. Teraz już jest dobrze. Ptaszynka si€ uspokoiła i tylko nóżki od dołu są nadal czerne od farby.

  • awatar Bafka: @Nortus & Potworna spółka: Nie, balkon jest zabezpieczony bo jest oszklony. Mamy go i tak ciagle otwary. Ale ptaszki tam nie fruwaja. Joey wyladawala tam przez przypadek.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: chyba będziesz musiała zabezpieczyć balkon
  • awatar AngelsDream: Dobrze, że tylko tak się skończyło.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ta znana w całym świecie arabskim, wywodząca się z Maroko zupa, jest nie tylko dzięki charakterystycznym przyprawom aromatyczna i rozgrzewająca, ale naprawdę bardzo smaczna.
Jej tradycyjnym zadaniem jest przywracanie muzułmanom sił po poście w okresie ramadanu.

W necie można trafić na wiele przepisów na harirę, jedne mniej inne bardziej skomplikowane.
Zupa bazuje zawsze na mięsie wołowym, baranim lub drobiowym z dodatkiem ciecierzycy, soczewicy, czy bobu. Można uzyć mieszanek tych warzyw strączkowych (np pół na poł soczewicy i cierzycy) albo zdecydować się na pojedyńczy gatunek. Ja zrobiłam z cieciorką, bowiem chyba najbardziej ją lubimy. Poza tym ułatwiam sobie jej przygotowanie gotując najpierw na mięsie rosół, który przydaje mi się też i do innych dań. I taki właśnie przepis podaję wam.


SKŁADNIKI:

* (na oko) około 200 g ciecierzycy
* ok. 350 g mięsa na rosół (ja miałam nieco wołowiny i dwa udka drobiowe)
* kilka marchewek
* kawałek selera
* kilka korzeni pietruszki
* por
* 2 - 3 ząbki czosnku
* liść laurowy
* kilka ziaren ziela angielskiego
* 1 łyżka masła
* 3 łyżki oliwy
* 2 cebule
* 2 duże pomidory
* 3 - 4 łyżki koncentratu pomidorowego
* 2 łyżki mąki
* pęczek natki zieleniny może być kolendra, pietruszka, u mnie był dodatkowo lubczyk
* przyprawy: sól, pieprz, cynamon, gotowa mieszanka przyprawowa harrisa (wnet podam na nia przepis) lub papryka, chili, czosnek, kurkuma,

Cieciorkę wzrucić do jakieś dużej miski i zalać wodą i odstawić na noc do namoczenia.

Do dużego garnka włożyć mięso i obrane warzywa na rosół: marchew, pietruszkę, kawałek korzenia selera, por. Dodać czosnek, liść laurowy, ziele angielskie, część zieleniny (natki pietruszki, kolendry lubczyku czy co tam macie i zalać wodą. Nieco posolić i gotować wszystko na średnim ogniu aż będziemy mieli z tego rosół.

Żeby było szybciej, to najlepiej w tym samym czasie, w osobnym garnku ugotować ciecieszycę. Przepłukać ją na sitku z wody, w ktorej była moczona, zalać w garnku świeżą wodą, nieco posolić i jeśli mamy to wsypać łyżeczkę przyprawy do ryżu http://smakoszka.pinger.pl/m/22102127 lub przyprawy harrisy. Jesli nie mamy wystarczxy jedynie sól. Najlepiej dodać też łyżkę masła, wtedy nie będzie nam się pienić przy gotowaniu.
Gotować mniej więcej tyle czasu co gotuje sie rosół, wtedy na pewno cieciorka będzie miękka.
Po ugotowaniu odcedzić ją na sitku i odstawić.

Gotowy rosół najlepiej przecedzić przez sitko. Ugotowane w nim marchewki, seler i pietruszki wybrać i pokroić w kostkę. Mięso obrać i też ewentualnie pokroić.

Cebule pokroić w drobną kostkę. Pomidory naciąć na krzyż, zalać wrzątkiem na minutkę, potem opłukać zimną wodą i obrać je ze skórki. Pokroić na małe kawałki i wrzucić do jakieś miseczki.

W dużym garnku rozgrzać oliwę, wrzucić na nią pokrojoną cebulę i podsmażyć przez minutkę czy dwie. Następnie dorzucić pokrojone pomidory, koncentrat pomidorowy i przyprawy.

Przyprawy wsypujemy na oko, jeśli mamy gotową mieszankę przyprawową harissę to wrzucamy około 2 czubate łyżeczki. Jeśli nie mamy harrisy, to wsypujemy na oko mniej więcej po pół łyżeczki papryki, kurkumy, cynamionu, czosnku, chili. Mozemy dodac jesli chcemy odrobinę imbiru czy mielonej kolendry. Ogólnie powinno tego być jakieś dwie czubate łyżeczki.

Całość smażyć jeszcze przez parę minut.
Potem wlać do garnka nasz rosół (nie za dużo, około 2 lity). Dodać ugotowaną ciecierzycę oraz pokrojone warzywa i mięso z rosołu. Rozrobić w kubku nieco rosołu z mąką i zupę zagęścić.
Całość zagotować, ewentualnie jeszcze doprawić pieprzem, solą, chili czy cynamonem.

Gorąca zupę podawać z pokrojoną natką zieleniny.
  • awatar tortilla!: robiłam ją kiedyś, jeden raz, z przepisu jednej pingerowiczki. jest świetna! ta fuzja smaków! po prostu bomba! ale jak dla mnie zbyt rozgrzewająca jak na lato, więc dopiero na sezon jesienno-zimowy planuję zrobić ponownie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Najpierw chciałam zrobić tę samą drożdżówkę co ostatnio, ale potem rzucił mi się w oczy przepis z gazety i jakoś nie mogłam mu sie oprzeć. Tym bardziej, że miałam w zamrażarce masę wydrylowanych czereśni i wiśni. No i tadam, oto jest. I chociaż nie jest to typowe Schwarzwälder Kirchkuchen, to jednak jest też dobre. A nawet bardzo.



SKŁADNIKI (na blaszkę o wymiarach 40 x 30 cm):

na ciasto drożdżowe:
* 40 g świeżych drożdży
* 250 ml mleka
* 550 g mąki
* szczypta soli
* 1 czubata łyżka kakao
* 6 łyżek cukru
* 3 łyżki cukru waniliowego
* 80 g masła
* 1 jajko

na budyń:
* 500 ml mleka
* 1 torebka budyniu waniliowego
* 2 łyżki cukru

na posypkę:
* 100 g masła
* 150 g mąki
* 5 - 6 łyżek cukru
* 1 łyżka zimnej wody

ponadto:
* ok. 1 kg wydrylowanych wiśni lub czereśni

Do dużej miski przesiać mąkę. Dodać sól, kakao, cukier oraz cukier waniliowy i lekko przemieszać.
Na środku zrobić wgłębienie.

250 ml mleka wlać do jakiegoś garnuszka i lekko podgrzać, ale tak by było ciepłe, ale nie gorące. Drożdże pokruszyć do miseczki, wlać połowę ciepłego mleka i dobrze rozmieszać. Miksturę tę wlać we wgłębienie jakie zrobiliśmy w mące, leciutko przysypać od góry odrobiną mąki i odstawić na jakieś 10 - 15 minut.

Do garnuszka z resztą ciepłego mleka dodać 80 g masła i odstawić jeszcze, aż masło się całkowicie rozpuści.

Gdy zaczyn w mące wyrośnie, dodać jajko oraz resztę mleka z rozpuszczonym w nim masłem. Wszystko najpierw nieco wymieszać dużą łyżką, a potem dłońmi wyrobić mniej więcej na jednolite i gładkie ciasto.
Z ciasta uformować kulę i przełożyć do jakieś innej, czystej, dużej i wysmarowanej lekko olejem miski. Przykryć od góry czystym kuchennym ręcznikiem i odstawić do wyrośnięcia.

W tym czasie ugotować budyń według przepisu na opakowaniu. Ze składników na posypkę zagnieść kruche ciasto i wstawić je do lodówki.

Blaszkę wyłożyć najlepiej paperem do pieczenia i rozłożyć na niej ciasto. Można to spokojnie zrobić bez wałka, samymi dłońmi. W cieście zrobić palcem wgłębienia, a następnie rozprowadzić na nim budyń (może byc jeszcze ciepły). Ciasto
ostawić znowu do wyrośnięcia na jakieś 20 minut.

Nagrzać piekarnik do 175°C (termoobieg)/ 200°C (piekarnik bez termoobiegu).
Na cieście dość gęsto rozłożyć teraz wydrylowane wiśnie czy czereśnie.
Na koniec posypać wszystko posypką. Robi się to w ten sposób, że w palcach skubiemy po kawałku ciasta kruchego i te kawałeczki wrzucamy na wierzch placka tak, by był nimi równomiernie pokryty. Możemy też ciasto kruche zetrzeć przy pomocy tarki.

Piec w piekarniku nagrzanym do 175°C (termoobieg, piekarnik bez termoobiegu 200°C) przez ok. 30 - 35 minut (w zależności od piekarnika).
Przed podaniem posypać cukrem pudrem.
 

 
Każdy, kto mieszka w Niemczech zapewne zna to ciasto. Można je dostać dosłownie w każdej piekarni. Niemieckie Butterkuchen to po prostu drożdżówka maślana obowiązkowo z płatkami migdałowymi na górze. I niby nic nadzwyczajnego, ale smakuje po prostu tak, że nigdy nie mogliśmy mu się mu oprzeć.

Butterkuchem najczęściej robi się zwykłe, bez dodatków owoców. Chociaż z owocami smakuje znacznie lepiej i dlatego ja do mojego dodałam czereśnie.


SKŁADNIKI (na blaszkę o wymiarach 40 x 30 cm):

* 40 g świeżych drożdży
* 250 ml mleka
* 500 g mąki
* szczypta soli
* 160 g cukru
* 3 łyżki cukru waniliowego
* 180 g masła
* 1 jajko
* ok. 100 g płatków migdałowych

dodatkowo ale niekoniecznie:
* jakieś owoce (u mnie czereśnie)

Do dużej miski przesiać mąkę. Dodać sól, 100 g cukru oraz cukier waniliowy i lekko przemieszać.
Na środku zrobić wgłębienie.

Mleko wlać do jakiegoś garnuszka i lekko podgrzać, ale tak by było ciepłe, ale nie gorące. Drożdże pokruszyć do miseczki, wlać połowę ciepłego mleka i dobrze rozmieszać. Miksturę tę wlać we wgłębienie jakie zrobiliśmy w mące, leciutko przysypać od góry odrobiną mąki i odstawić na jakieś 10 - 15 minut.

Do garnuszka z resztą ciepłego mleka dodać 80 g masła i odstawić jeszcze, aż masło się całkowicie rozpuści.

Gdy zaczyn w mące wyrośnie, dodać jajko oraz resztę mleka z rozpuszczonym w nim masłem. Wszystko najpierw nieco wymieszać dużą łyżką, a potem dłońmi wyrobić mniej więcej na jednolite i gładkie ciasto. Jeśli ciasto będzie się zbyt kleiło i można dosypać 1 łyżkę mąki.
Z ciasta uformować kulę i przełożyć do jakieś innej, czystej, dużej i wysmarowanej lekko olejem miski. Przykryć od góry czystym kuchennym ręcznikiem i odstawić do wyrośnięcia.

Gdy ciasto podwoi już swoją objętość, wyciągnąć je z miski i podsypując nieco mąki jeszcze raz je zagnieść.

Blaszkę wyłożyć najlepiej paperem do pieczenia i rozłożyć na niej ciasto. Można to spokojnie zrobić bez wałka, samymi dłońmi.
Przykryć ciasto znowu kuchennym ręcznikiem i ostawić znowu do wyrośnięcia na jakieś 15 minut.

Nagrzać piekarnik do 150°C (termoobieg)/ 175°C (piekarnik bez termoobiegu).

Teraz zrobić palcem dziurki w cieście. W każdą dziurkę nałożyć odrobinę masła. Jak chcemy dodać owoce, to pomiędzy dziurki z masłem powtykać też kawałki owoców. Potem posypać całość płatkami migdałowymi i resztą cukru.

Blaszkę włożyć do nagrzanego piekarnika i piec jakieś 20 -30 minut (w zależności od piekarnika).

Moje ciasto wyszło mi nawet nieco za ciemne, bo się zagapiłam i wyciągnęłam z piekarnika nieco za późno. Ale smakowało ekstra.
Polecam.

  • awatar Bafka: @ptasiowa: Kasiu, powinno wyjść. Ja zawsze robię naświeżych drożdżach, ale przecież można je zastąpić suchymi.Tylko pewnie będzie dłużej rosnąć.
  • awatar ptasiowa: Basiu a czy wyjdzie jeśli dodam suche drożdże zamiast świeżych?
  • awatar kelis33: Ciasto wyszlo pyszne- puszyste i maslane, dziekuje za swietny przepis i bardzo polecam!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Też wczoraj zrobiłam. Upiekłam je w folii bo właściwie wtedy nie trzeba nic pilnować, a wiadomo że wyjdzie pysznie. Nafaszerowane bazyliowym pesto nabrały takiego fajnego posmaku, że nawet ja, która za rybami ogólnie nie przepadam caluśką jedną wmaściłam. Polecam.


SKŁADNIKI:

* sprawione ryby (pstrągi, dorady czy co tam macie)
* 1 słoiczek bazyliowego pesto
* kilka gałązek pietruszki
* kilka żąbków czosnku
* sól i przyprawa do ryb (jeśli nie macie to wystarczy sól)
* folia aluminiowa

Ryby umyć i wysuszyć papierowym ręcznikiem. Od środka posolić i do brzucha każdej nałożyć po 1 - 2 łyżeczki pesto. Obsypać z wierzchu solą i przyprawą do ryb. Ułożyć na kawałku folii aluminiowej. Położyć obok ołukaną gałążkę czy dwie natki pietruszki oraz 1 - 2 ząbki czosnku. Zapakować w folię.

Piec w temp. 175°C (termoobieg) / 200°C (piekarnik bez termoobiegu) ok. 25 - 30 minut (w zależności jak duże ryby macie).
Można też upiec na grillu.

A potem odpakowyjemy rybkę z folii

I zajadamy
  • awatar ...JR...: wyglądają super:) tylko że ja zawsze łebki ucinam- nawet nie wiem czy tak się powinno ale zawsze to robię juz na samym początku bo nie znoszę gdy mi ryba z talerza ''patrzy'' ;)
  • awatar Jestem tym co jem: Mmm rybka wygląda cudownie :)
  • awatar ♫ Clarusałka ♫: Aż zgłosniałam :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wczoraj zrobiłam. Przepis może wydawać się skomplikowany, ale tak naprawdę to ciasto jest mega proste do zrobienia. Przygotowanie go zajmuje 10 - 15 minut (wliczając czas na wypestkowanie śliwek). Można do niego użyć śliwek, które w stanie surowym są jeszcze całkiem kwaśne. W cieście nabierają one całkiem innego smaku.
No, nie wiem jak was jeszcze zachęcić do wypróbowania tego przepisu, ale serio polecam bardzo, bardzo. Bo ciacho jest pyszne i warte grzechu. A przy zapewne mniej kaloryczne od wielu innych ciast.


SKŁADNIKI (na tortownicę o średnicy 26 cm):

* ok. 600 g śliwek
* 200 g twarożku śmietankowego
* 6 łyżek mleka
* 6 łyżek neutralnego w smaku oleju (np słonecznikowego)
* 160 g (8 łyżek) cukru
* 2 łyżki cukru waniliowego
* szczypta soli
* 300 g mąki
* 3 łyżeczki proszku do pieczenia
* 4 łyżki zmielonych migdałów lub orzechów laskowych
* 2 żółtka
* cukier puder do oprószenia

Piekarnik nagrzać do 175°C.
Tortownice wyłożyć (bez żadnego docinania, bo nie potrzeba) arkuszem papieru do pieczenia.

Śliwki umyć, wypestkować i pokroić na mniejsze kawałki.
W średniej misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia.
Do większej miski wrzucić twaróg, dodać sól, 3 łyżki cukru, cukier waniliowy, mleko i olej. Zmiksować. Wsypać połowę mąki z proszkiem do pieczenia i znowu zmiksować. Wsypać resztę mąki i zagnieść ciasto by było jednolite.

Wyłożyć je na tortownicę z papierem. Ciasto jest nieco klejące więc najlepiej pomoczyć ręce w ciepłej wodzie (ciato się wtedy nie będzie nam kleić do rąk) i w ten sposób ugnieść je w tortownicy, by powstał też brzeg.

Dno ciasta posypać zmielonymi migdałami lub zmielonymi orzechami laskowymi. Na to wyłożyć śliwki (skórką do dołu).

Teraz zmiksować dwa żółtka z resztą cukru. Jak nie macie miksera spokojnie to można zrobić trzepaczką. Nie musi być jakoś puszyście, ważne by składniki były dobrze połączone. Powstanie wam dość gęsta masa cukrowa, którą wystarczy teraz wyłożyć łyżką na śliwki.

Tak przygotowane ciasto wstawić do nagrzanego piekarnika i piec w temp. 175°C ok. 30 - 35 minut. Po około 20 minutach nalezy je jednak przykryc od góry papierem do pieczenia albo kawałkiem folii aluminiowej, by nam się za bardzo od góry nie przypaliło.

Przed podaniem posypać cukrem pudrem.
  • awatar ToTylkoJaa: zrobilam...i mniam :) dzieki za przepis! :)
  • awatar Persephone: @Bafka: Jeszcze nie próbowałam, czekam aż trochę przestygnie :)
  • awatar Bafka: @Persephone: Ale przy jedzeniu to jednak jest inne niz tarta.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Dzisiaj miałam naprawdę pracowity, ale też mega pozytywny dzień. I nic wielkiego ani specjalnego się nie wydarzyło. Ale po prostu wstałam wcześnie, wyspana i szczęśliwa jak skowronek, z całym mnóstwem pozytywnej energii. A że trzeba było tę energię jakoś sensownie wykorzystać, to po swojemu zrobiłam to, co potrafię najlepiej. Tworzyłam. Głownie kulinarnie.

A potem przyjechała do nas Kasia i razem z nią i Kapslem poszliśmy na jeżyny. Tak, u nas już są. Za mało było u nas na Bonamesie deszczu ostatnio, więc część owoców na krzaczkach jest prawie wysuszona. Ale wciaż jest całkiem sporo czarniutkich słodziutkich jeżyn. Nazbieraliśmy z Kapslem dwa małe wiaderka. W sam raz na nalewkę.


Najlepszy był moment, gdy wylazłam zza krzaka uszczęśliwiona, że mam już pełne wiaderko.
- Jak ty wyglądasz? - zapytał mnie Kapsel spoglądając z politowaniem na moje nogi.
Spojrzałam w dół. I się max zdziwiłam. Bo rzeczywiście wyglądam jakbym stoczyła bitwę z jakimś kocurem. Ciekawe tylko jest to, że Kapsel też był w krótkich spodenkach, a mimo to na jego nogach nie ma ani jednego zadrapania. Widocznie ja zebrałam też te należące się dla niego.

  • awatar Bafka: @sl0dka: Przepis na nalewkę masz tu: http://smakoszka.pinger.pl/m/20359709
  • awatar sl0dka: Podaj przepis na nalewkę :) uwielbiam jeżyny ALE teraz mogę je jedynie kupić. Kiedyś spędzałam wakacje na wsi u cioci i tam prawie codziennie szło się na jeżyny. Mniam!
  • awatar muu.: borze, jak ja je uwielbiam! zjadłabym sobie, noale nie ma jeszcze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Byłam dziś z Olim w tej klinice na badaniach. Spędziliśmy tam kilka godzin. Wzięłam ze sobą do czytania książki, ale przy okazji przeglądnęłam leżące dla pacjentów czasopisma. I w jednym z nich był ten właśnie przepis. No tak mi się spodobał, że po prostu musiałam go dzis od razu wypróbować.

Sałatka jest prosta do przygotowania i oczywiście można ją przygotować również w innych wersjach. Nam smakowała. Z podanych składników wychodzi naprawdę duża misa sałatki. Podjadamy sobie rodzinnie i jesteśmy nią zachwyceni. Z pewnością zrobię jeszcze nie raz.


SKŁADNIKI:

* ok. 200 - 250 g jasnego pieczywa najlepiej z dnia poprzedniego (to jest mniej więcej 4 nie duże bułki lub 1 bagietka lub pół bochenka długiej ciabatty)
* 1 cukinia
* 1 - 2 czerwone papryki
* ok. 400 - 500 g pomidorków koktajlowych
* 3 łyzki kaparów
* 4 - 5 łyżek czarnych oliwek bez pestek
* pęczek młodej cebulki
* pół pęczka natki pietruszki
* garść ąświeżych listków bazylii
* 1 cytryna
* 1 ząbek czosnku
* oliwa
* dowolna ziołowa przyprawa do sałatek (typu knorr lub podobna)
* sól, pieprz

Najpierw należy przygotować sobie wszystkie składmniki.
Warzsywa umyć i pokroić: cukinię i paprykę w kostkę, pomidorki poprzekrajać na połówki.
Cebulkę, pietruszkę i bazylię drobno posiekać.
Oliwki można poprzekrajać na połówki ale nie jest to konieczne.
Zetrzeć skórkę z cytryny i też drobniutko posiekać.
Pieczywo pokroić w kostkę.

W dużej patelni rozgrzać z 3 - 4 łyżki oliwy i podsmażyć lekko na tym pieczywo aż nabierze złotawego koloru. Uważać by nie przypalić. Gdy będzie gotowe wrzucić do dużej miski.

Na tej samej patelni rozgrzać kolejne 2 - 3 łyzki oliwy i podsmażyć przez minutkę czy dwie cukinię wraz z papryką. Odstawić i gdy nieco przestygnie dorzucić do miski z chlebem.

Następnie dodać kolejne składniki: pokrojone pomidorki, oliwki, cebulkę, pietruszkę, bazylię, kapary i skórkę cytrynową. Wszystko dobrze ze sobą wymieszać.

Przygotować dressing.
Wycisnąć sok z cytryny, dolać do niego z 6 - 8 łyżek oliwy. Nastepnie wsypać przyprawę do sałatek, dodać przecisśnięty przez praskę czosnek, dobrze posolić i popieprzyć.
Wszystkie składniki dressingu dokładnie ze sobą wymieszać. Powienien on być dość kwaskowaty, więc można dodać nieco więcej soku z cytryny lub odrobinę occtu winnego.

Dressing wlać do sałatki i wszystko delikatnie przemieszać. Odstawić na jakieś pół godziny, by sałatka się przegryzła.



  • awatar Bafka: @b_gallerani: Pewnie tak. Nie znam sie na wloskich nazwach :)
  • awatar b_gallerani: a to nie panzanella? :)
  • awatar ENGEL: Widzialam kiedys te salatke u Jamiego Oliviera ale twoja wyglada o niebo piekniej i pyszniej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
marchewkę z groszkiem znają wszyscy. U nas na stole bywa rzadko, bowiem Daniel nie jada groszku. Robię więc marchewkę z kalarepą, marchewkę z fasolką, marchewkę z kalafiorem lub czasem marchewkę orientalną.


SKŁADNIKI:

* ok. 800 - 900 g marchewki
* 1 duża cebula
* 2 ząbki czosnku
* 1 czubata łyżka przyprawy do ryżu (http://smakoszka.pinger.pl/m/22102127) lub curry
* garść suszonych moreli
* garść orzechów lub migdałow bez skórki
* odrobina oleju
* 1 łyżka masła lub margaryny
* 1 łyżeczka mąki
* pół kostki rosołowej
* sól, chilli
Marchewkę obrać i pokroić w plasterki lub w kostkę. Cebulę pokroić w kostkę. W garnku rozgrzać odrobinkę oleju i wrzucić na to pokrojoną w kostkę cebulę oraz przeciśnięty przez praskę czosnek. Leciutko zeszklić. Po chwili wsypać curry lub przyprawę do ryżu. Smażyć jeszcze przez parę sekund. Dorzucić marchewkę, kostkę rosołową i wlać jakieś 3/4 szklanki wody. Dusić na średnim ogniu aż marchewka stanie się miękka i prawie cała woda odparuje.
W międzyczasie pokroić morele na małe kawałki i wraz z orzechami dorzucić je do garnka.
Gdy marchewka będzie już miękka, a prawie cała woda odparuje, dodać do niej masło i zagęścić nieco mąką. Doprawić na koniec solą i chilli.
  • awatar Mufy: ale ślinka mi cieknie na taką marchewkę muszę spróbować koniecznie na pewno jest super! :)
  • awatar foxylady: Zapowiada się smacznie. Spróbuję :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przyznać się kto z was mi napisał wiadomość na priv, ale taką konspiracyjną, że niby jest, ale jej nie ma.
  • awatar Bafka: @Osóbka: Ja ciebie też lofciam i to bardzo i tez sie przyznaje do tego oficjalnie :)
  • awatar Bafka: @Diana Korzeb: Wczoraj mi wyswietlało ze mam wiadomość, ale jej nie bylo widać. Dzisiaj dopiero.
  • awatar Osóbka: Stare zagrania pinga. A to, ze Ciebie lofciam, to wiesz, nawet sie oficjalnie przyznam, nie musze na prv sie ukrywac! o!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Jak spahghetti carbonara to wiadomo, że powinien być przesmażony boczek, obowiążkowo parmezan i sos na żółtkach. Robię często, bo lubimy, ale lubimy sobie również te danie nieco urozmaicić. Np dodając pieczarki.
Przygotowanie jest dziecinnie proste, a spaghetti smakowite. Ot, pomysł na szybki, smaczny obiad.


SKŁADNIKI:

* 1 paczka (400 - 500 g) spaghetti
* 1 większy por (lub 2 jak są malutkie)
* ok. 200 - 250 g boczku
* ok. 200 - 250 g pieczarek
* ok. 300 g słodkiej śmietany
* odrobina oliwy
* 3 żółtka
* sól, pieprz
Boczek pokroić w drobną kostkę, pieczarki na plasterki, a pora w cieniutkie paseczki.
Parmezan zetrzeć na tarce.
Postawić osoloną wode na makaron.
Gdy makaron się będzie gotował, na patelni, na oliwie podsmażyć boczek z porem. Pod koniec smażenia dorzucić pieczarki i smażyć jeszcze przez 2 - 3 minutki.

W jakieś misce roztrzepać trzepaczką żółtka ze śmietaną. Dobrze popieprzyć. Wrzucić ok. 2/3 parmezanu i dobrze wymieszać.

Jak makaron będzie już gotowy, dobrze go odcedzić z wody. Zaraz potem wlać masę jajeczno - serowoą na patelnię i chwileczkę (2 - 3 minutki) na małym ogniu pogotować, aż sos lekko zgęstnieje.
Sos wlać do odcedzonych i gorących spaghetti (lub spaghetti dodać do sosa, w zależności które naczynie macie większe) i dobrze wszystko wymieszać.

Nałożyc na talerze, posypać resztka startego parmezanu i zajadać.
Może na zdjęciu nie wygląda zbyt zachęcająco, ale smakuje bardzo dobrze.
 

 
Ciasto bardzo łatwe do przygotowania i smaczne, choć chyba mocno kaloryczne zważywszy na to, co jest wśród składników. Na szczęście jest też dość syte i nie da się zjeść więcej niż jednego kawałka na raz. Zatem dobre na jakąś imprezę gdzie przyjdzie wiele osób.

W oryginalnym przepisie było prawie dwa razy tyle cukru + cukier puder do posypania. Uzałam, że to ilość wręcz przerażająca i piekąc ciasto zmniejszyłam ilość cukru o połowę. I dobrze, bo i tak dzięki masie z masłem orzechowym ciasto wyszło słodkie.


SKŁADNIKI (na blaszkę o wymiarach 40 x 30 cm):

* 200 g twarogu najlepiej trzykrotnie zmielonego (dla tych co mieszkają w Niemczech najlepiej Doppelrahm-Frischkäse)
* 150 g masła orzechowego z kawałkami orzechów (crunchy)
* 8 jajek
* 300 g cukru
* 300 g gorzkiej czekolady
* 250 g masła lub margaryny
* 350 g mąki
* 2 czubate łyżeczki proszku do pieczenia
Do jakiegoś garnka wrzucić połamaną czekoladę oraz masło i rozpuścić. Najlepiej robić to w kąpieli wodnej (wstawiając garnek do jakiegoś większego, w którym będzie woda), bo wtedy nie musimy tego mieszać ani pilnować i możemy w tym czasie ucierać już ciasto.

Do średniej miski wrzucić twaróg, 80 g (tj. 4 łyżki) cukru, 1 jajko oraz masło orzechowe. Wszystko dobrze zmiksować mikserem na jednolitą masę.

W większej misce utrzeć pozostałe jajka z pozostałym cukrem. Stopniowo i na przemian wmiksować do nich wymieszaną z proszkiem do pieczenia mąkę oraz roztopioną z masłem czekoladę.

Piekarnik nagrzać do 150°C (termoobieg) lub 170°C (piekarnik bez temoobiegu).

Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. Na nim rozłożyć ciasto czekoladowe. Jest ono nieco gęste i klejące, ale trzeba go rozprowadzić łayżką na całą powierzchnię blaszki.
Na to kleksami nałożyć masę orzechowo - serową. Teraz najlepiej wziąć widelec i nieco rozsmarować ze sobą oba ciasta by powstało coś w postaci marmurku.

Blaszkę z ciastem wstawić do nagrzanego do 150°C (termoobieg) piekarnika. Piec ok. 35 - 45 minut.
  • awatar ENGEL: Właśnie siedzi u mnie w piekarniku :) Dziękuję za przepis zdam relację czy się udało :)
  • awatar frizigreen: Wygląda fantastycznie i pewnie smakuje rownie dobrze
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
A to mi zrobiłeś niespodziankę. Wrócił wczoraj Kapsel z pracy i wręczył mi przesyłkę poleconę. Patrzę, a to dla mnie. Od Ciebie. I co prawda gadaliśmy przez telefon i wiedziałam, że chcesz wysłać mi pióro, ale że już? I tyle kamieni do tego. I książka.
Kamyczki są fajniutkie, takie jakie lubię. Zidentyfikowałam kryształ górski, kwarz różwy, piryt i awenturin. Ten czerwony to pewnie agat jakiś, choć pewna nie jestem. Albo jaspis. Ale te dwa ciemne to nie mam pojęcia. Muszę się im jeszcze raz dob rze przyjrzeć i je poczuć. Wtedy może odgadnę.

Pióro jest cudowne. Po prostu piękne i tak idealnie leży w dłoni. Zakochałam się w nim już dawno temu jak tylko je wtedy wypatrzłam w tamtym sklepie. Nawet nie masz pojęcia ile raodści mi sprawiłeś tym piórem. Po prostu nie umiem opowiedzieć. Włożyłam je już do mojego futerała z piórami wiecznymi. Napełniłam pachnącym rózami atramentem w colorze magenty i zachwycam się nim na nowo za każdym razem jak tylko na niego spojrzę.

Kawa orkiszowa to dla mnie całkowita nowość. Jeszcze nie spróbowałam. Ale i tak ze wszystkiego najbardziej wzruszył mnie Twój wiersz. Taki od serce, dla mnie.
Jejku Gąbeczko, dziękuję ci max za te wszystkie cudowności, ale najbardziej chciałabym cie wyściskać. Nadrobię to jak tylko znowu do nas przyjedziesz.
Wiem, że to już za kilka miesięcy i już się cieszę.
  • awatar barbarella: Czarny to byc może onyks, a tego drugiego nie widzę dobrze. Piękna niespodzianka :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Metodą eksperymentów udało mi się wymyślić bardzo fajną mieszankę przyprawową do ryżu, kasz czy zasmażanego makaronu.
Tajemnicą jest tutaj dodanie na koniec również prażonej cebulki (takiej jak z ikei). Można przygotować mieszankę bez owej cebulki, ale wtedy jednak coś w niej brakuje.


SKŁADNIKI:

* 1 czubata łyżka kurkumy (u mnie kilka kawałków kurkumy w całości)
* 1 łyżeczka czosnku
* 1 łyżeczka papryki słodkiej
* 1 łyżeczka cebuli
* 1 łyżeczka ziaren czarnego pieprzu
* 1 łyżeczka dowolnego curry
* 1 łyżeczka kuminu
* 1 łyżeczka lubczyku
* 1 łyżeczka cardamonu
* 1 łyżeczka zmielonych nasion kozieradki
* 1 łyżeczka nasion kolendry
* pół łyżkeczki chilli
* 1 laska cynamonu
* kilka listków curry (można pominąć)

dodatkowo :
* 4 czubate łyżeczki prażonej cebulki

Wszystkie przyprawy umieścić w młynku do kawy i dobrze zmielić na drobno.
Jak już przyprawy będą drobniutko zmielone, dodać jeszcze do nich prażoną cebulkę i zmiksować przez 2 - 3 sekundy (nie dłużej).

Przechowywać w szczelnie zamkniętym słoiczku, bez dostępu światła (czyli np w szafce kuchennej).
Tej mieszanki używam przy przygotowywaniu np tego ryżu: http://smakoszka.pinger.pl/m/22087436
  • awatar Ajsi: Ale musi być pyszna i obłędnie pachnieć :) Wyobraźnia pracuje... :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›