• Wpisów:1377
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:102 dni temu
  • Licznik odwiedzin:412 838 / 3015 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
A skoro macie juz przepis na zielone curry http://smakoszka.pinger.pl/m/22319876, to mogę wam podac przepis na moje zielone rosotto. Przyznam od razu, iż moi chłopcy w przeciwieństwie do mnie i Kapsla nie przepadaja za zielonymi warzywami. Jeśli papryka, to koniecznie czerwona, bo zielona jest beee, cukinia eee, hyyyy... nie bardzo, kalafior może być, ale brokuły beee. Takie mniej więcej jest podejście Olivera i Daniela, jeśli się ich zapytać o zdanie. Ale przecież u mnie w domu gotuję ja. A ja jestem zdania, że wszystko można zaczarować tak, by beee już nie było.
I dokładnie to risotto jest tego dowodem. Bo chociaż na codzień moi chłopcy na każde zielone warzywo kręcą nosem, to jednak tego risotta nigdy nie odmówia. A i nieraz się zdarzy, że przyjdą po dokładkę.


SKŁADNIKI (na 4 porcje):

* kilka łyżek dobrego oleju
* 2 cebule
* 4 - 5 ząbków czosnku
* 2 mniejsze cukinie
* 2 zielone papryki
* 300 g ryżu arborio lub innego do risotto
* 1 spory pęczek świeżych ziół, co tam macie (u mnie jest po trochu lubczyku, tymianku, bazylii, pietruszki i mięty)
* sok z jednej cytryny
* ok. 1 litr bulionu (może być z kostki)
* 2 czubate łyżeczki przyprawy curry zielone http://smakoszka.pinger.pl/m/22319876
* sól, pieprz

Obraną cebulę, umyte papryki i cukinie pokroić w kostkę. W głębokiej patelni rozgrzać olej i wrzucić na to cebulę z przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Leciutko zeszklić. Dodać pokrojoną paprykę oraz cukinię. Wsypać przyprawę zielone curry, nieco posolić, popieprzyć. Smażyć wszystko przez parę minut.

Następnie wsypać ryż i znowu smażyć przez kilka minut, aż ryż nieco się jakby zeszkli. Potem stopniowo dolewać bulion i co jakis czas mieszając gotować risotto tak długo, aż ryż będzie miękki.
Risotto należy pilnować i co chwilę mieszać, by nam się nic nie przypaliło. W miarę potrzeby dolewać przy tym bulion.
Na koniec dodać sok cytrynowy, doprawić pieprzem i solą.
Umyte zioła drobno posiekać i wmieszać tuż przed podaniem do potrawy.

To risotto smakuje jeszcze lepiej gdy przed podaniem posypiemy je nieco startym parmezanem. Ale oczywiście i bez sera jest znakomite.
No bo jeśli udaje mi sie w nim przemycać zielone warzywa i moje chłopaki jeszcze domagają sie dokładki, to znaczy iż jest znakomite.

  • awatar My crazy twisted world <3: Super blog tylko zazdrościć<333 Mam prośbę ważną dla mnie czy mogłabyś wejść do mnie i zagłosować w wykreślance prosze , byłabym wdzięczna
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
No i skoro mam nowy, cudowny młynek, to mogłam sobie zrobić tę przyprawę. Używam jej od dawna do wszelkich dań na warzywach, do zup. W przeciwieństwie do sklepowych past curry, które bazują na chilli, ta mieszanka jest łagodna i aromatyczna. Po zmieleniu przypraw uzyskamy piękny, zielony proszek o przyjemnym zapachu, który dodany do lecza, risotto, do gotowanych czy duszonych warzyw pod postacią każdą, na pewno nada waszej potrawie szlachetniejszego smaku.
Bardzo wam tę mieszanke przyprawiową polecam, bo jest warta tego, by nie tylko w mojej kuchni tańczyła w garnku z warzywami.


SKŁADNIKI:

* 1 czubata łyżka kurkumy
* 1 czubata łyżeczka czosnku
* 1 czubata łyżeczka cebuli
* 1 czubata łyżeczka imbiru
* 2 łyżeczki ziaren zielonego pieprzu
* 2 łyżeczki nasion kolendry
* 2 łyżeczki suszonych liści selera
* 2 łyżeczki suszonego czosnku niedźwiedźiego
* 2 łyżeczki suszonego szczypiorku
* 2 łyżeczki suszonego koperku
* 2 czubate łyżeczki soli
* 1 - 2 liście laurowe
* kilka listków curry (można pominąć)

Wszystkie przyprawy umieścić w młynku do kawy i zmielić na drobno. Przechowywać w szczelnie zamkniętym słoiczku, bez dostępu światła (czyli np w szafce kuchennej).

  • awatar Crazy Girl: Przez samo czytanie składników już mi zapachniało tą przyprawą :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jak się coś psuje, to już nie parami, ale dosłownie stadami. W ostatnim czasie moje sprzęty domowe jedne po drugim wyzionęły ducha. Najpierw stary, poczciwy termomix, który służył nam wiernie przez bite 16 lat. Miał prawo się zepsuć, bo zasłużył się naprawdę wyjątkowo. Krótko potem popsuły się nam kolejno młynek do kawy i ciśnieniowy ekspres do kawy (a takie dobre kawusie robił). Wreszcie padł nawet "pierdolniczek" przekazujący interen przez kable z prądem (nie, nie chodzi mi o żadne rourtery czy modemy, a o coś jeszcze innego, czego nazwy nie znam, dlatego "pierdolniczek". A wszystko to zaledwie w przeciągu 2 czy 3 tygodni.

No i wiadomo, że takich rzeczy się na nowo od razu nie kupi. No ale o ile bez termomixa się obejść mogę, bez ekspresu do kawy również, to jednak z młynka do kawy trudno mi w mojej kuchni było zrezygnować.
I tym sposobem trafił do nas nowy, jak się okazuje milion razy lepszy od starego. Wybrałam młynek Cloer 7580, taki:

Ma 200 Watt, co jak na młynek do kawy jest super dużo, czyli śmiga jak szalony i da radę zmielić naprawdę wszystko co chcę. No a drugi wielki plus to taki, że ta część, w której się mieli, nie tylko jest znacznie większa i pojemniejsza niż w przeciętnych młynkach, to jeszcze można ją odkręcić i osobno umyć.
Jestem więc z mojego nowego nabytku max zadowolona. I cieszę się jakby to był conajmniej jakiś mega zajebisty robot kuchenny czy jeszcze co lepszego.

Najbardziej jednak jestem zadowolona z tego, że dzięki młynkowi mogę znowu tworzyć cudownie pachnące mieszanki przyprawowe. Albo zmielić sobie ryż lub kaszę gryczaną bądź jaglaną na mąkę, jeśli taką potrzebuję. Albo właśnie zmielić na puch kawę z odrobiną kardamonu i zaparzyć po turecku na piecu albo w caffettierze.

Najbardziej jednak kocham robić moje mieszanki przyprawowe. Żadne bowiem sklepowe nie umywają się do takich domowych, świeżo zmielonych. Przede wszystkim nie muszę się obawiać, iż jest w nich coś, czego w przyprawach być nie powinno. Po drugię mogę w ten sposób tworzyć własne kompozycje.
A naprawdę przyprawy w kuchni są dla mnie bardzo ważne. Bo dzięki nim własnie danie przygotowane z najprostszych choćby składników, można zamienić na prawdziwą kulinarna poezję.
  • awatar Crazy Girl: Chyba też powinnam zainwestować w taki sprzęt, co prawda kawy nie piję, ale właśnie do przypraw itp by się przydał :)
  • awatar Louve: musze kupic, nie mam od lat, super rzecz:-)
  • awatar Violet-Lila: Mój młynek nie taki wypas jak Twój nówka sztuka, ale mieszanki przypraw miele doskonale, więc rozumiem Twoje zadowolenie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Na stole poroskładane mokre płótna. Pomalowane na razie czarną farbą. Joey nagle poleciała z klatki, oczywiście lotem poślizgowym. Raz, drugi i trzeci i wylądowała oczywiście na kancie mokrego blejtramu. Nim zdąrzyłam nawet podstawić ręki. Joey szybkimi małymi kroczkami przeszła przez całą długość obrazu. Potem zrobiła sobie wycieczkę na otwarty balkon.
Balkon zawsze mamy otwarty, nasze ptaki nigdy tam nie wlatują. Dziś był ten pierwszy raz. Najpierw Joey wylądowała na podłodze, widziałam że jest zdezorientowana. Podstawiłam palec, wskoczyła ufnie tylko po to, by za chwilę się zerwać i uderzyć w szybę. Pozbierałam ją, zaniosłam do klatki. Małe serduszko miało wyskoczyć, tak szybko biło. Teraz już jest dobrze. Ptaszynka si€ uspokoiła i tylko nóżki od dołu są nadal czerne od farby.

  • awatar Bafka: @Nortus & Potworna spółka: Nie, balkon jest zabezpieczony bo jest oszklony. Mamy go i tak ciagle otwary. Ale ptaszki tam nie fruwaja. Joey wyladawala tam przez przypadek.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: chyba będziesz musiała zabezpieczyć balkon
  • awatar AngelsDream: Dobrze, że tylko tak się skończyło.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ta znana w całym świecie arabskim, wywodząca się z Maroko zupa, jest nie tylko dzięki charakterystycznym przyprawom aromatyczna i rozgrzewająca, ale naprawdę bardzo smaczna.
Jej tradycyjnym zadaniem jest przywracanie muzułmanom sił po poście w okresie ramadanu.

W necie można trafić na wiele przepisów na harirę, jedne mniej inne bardziej skomplikowane.
Zupa bazuje zawsze na mięsie wołowym, baranim lub drobiowym z dodatkiem ciecierzycy, soczewicy, czy bobu. Można uzyć mieszanek tych warzyw strączkowych (np pół na poł soczewicy i cierzycy) albo zdecydować się na pojedyńczy gatunek. Ja zrobiłam z cieciorką, bowiem chyba najbardziej ją lubimy. Poza tym ułatwiam sobie jej przygotowanie gotując najpierw na mięsie rosół, który przydaje mi się też i do innych dań. I taki właśnie przepis podaję wam.


SKŁADNIKI:

* (na oko) około 200 g ciecierzycy
* ok. 350 g mięsa na rosół (ja miałam nieco wołowiny i dwa udka drobiowe)
* kilka marchewek
* kawałek selera
* kilka korzeni pietruszki
* por
* 2 - 3 ząbki czosnku
* liść laurowy
* kilka ziaren ziela angielskiego
* 1 łyżka masła
* 3 łyżki oliwy
* 2 cebule
* 2 duże pomidory
* 3 - 4 łyżki koncentratu pomidorowego
* 2 łyżki mąki
* pęczek natki zieleniny może być kolendra, pietruszka, u mnie był dodatkowo lubczyk
* przyprawy: sól, pieprz, cynamon, gotowa mieszanka przyprawowa harrisa (wnet podam na nia przepis) lub papryka, chili, czosnek, kurkuma,

Cieciorkę wzrucić do jakieś dużej miski i zalać wodą i odstawić na noc do namoczenia.

Do dużego garnka włożyć mięso i obrane warzywa na rosół: marchew, pietruszkę, kawałek korzenia selera, por. Dodać czosnek, liść laurowy, ziele angielskie, część zieleniny (natki pietruszki, kolendry lubczyku czy co tam macie i zalać wodą. Nieco posolić i gotować wszystko na średnim ogniu aż będziemy mieli z tego rosół.

Żeby było szybciej, to najlepiej w tym samym czasie, w osobnym garnku ugotować ciecieszycę. Przepłukać ją na sitku z wody, w ktorej była moczona, zalać w garnku świeżą wodą, nieco posolić i jeśli mamy to wsypać łyżeczkę przyprawy do ryżu http://smakoszka.pinger.pl/m/22102127 lub przyprawy harrisy. Jesli nie mamy wystarczxy jedynie sól. Najlepiej dodać też łyżkę masła, wtedy nie będzie nam się pienić przy gotowaniu.
Gotować mniej więcej tyle czasu co gotuje sie rosół, wtedy na pewno cieciorka będzie miękka.
Po ugotowaniu odcedzić ją na sitku i odstawić.

Gotowy rosół najlepiej przecedzić przez sitko. Ugotowane w nim marchewki, seler i pietruszki wybrać i pokroić w kostkę. Mięso obrać i też ewentualnie pokroić.

Cebule pokroić w drobną kostkę. Pomidory naciąć na krzyż, zalać wrzątkiem na minutkę, potem opłukać zimną wodą i obrać je ze skórki. Pokroić na małe kawałki i wrzucić do jakieś miseczki.

W dużym garnku rozgrzać oliwę, wrzucić na nią pokrojoną cebulę i podsmażyć przez minutkę czy dwie. Następnie dorzucić pokrojone pomidory, koncentrat pomidorowy i przyprawy.

Przyprawy wsypujemy na oko, jeśli mamy gotową mieszankę przyprawową harissę to wrzucamy około 2 czubate łyżeczki. Jeśli nie mamy harrisy, to wsypujemy na oko mniej więcej po pół łyżeczki papryki, kurkumy, cynamionu, czosnku, chili. Mozemy dodac jesli chcemy odrobinę imbiru czy mielonej kolendry. Ogólnie powinno tego być jakieś dwie czubate łyżeczki.

Całość smażyć jeszcze przez parę minut.
Potem wlać do garnka nasz rosół (nie za dużo, około 2 lity). Dodać ugotowaną ciecierzycę oraz pokrojone warzywa i mięso z rosołu. Rozrobić w kubku nieco rosołu z mąką i zupę zagęścić.
Całość zagotować, ewentualnie jeszcze doprawić pieprzem, solą, chili czy cynamonem.

Gorąca zupę podawać z pokrojoną natką zieleniny.
  • awatar tortilla!: robiłam ją kiedyś, jeden raz, z przepisu jednej pingerowiczki. jest świetna! ta fuzja smaków! po prostu bomba! ale jak dla mnie zbyt rozgrzewająca jak na lato, więc dopiero na sezon jesienno-zimowy planuję zrobić ponownie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Najpierw chciałam zrobić tę samą drożdżówkę co ostatnio, ale potem rzucił mi się w oczy przepis z gazety i jakoś nie mogłam mu sie oprzeć. Tym bardziej, że miałam w zamrażarce masę wydrylowanych czereśni i wiśni. No i tadam, oto jest. I chociaż nie jest to typowe Schwarzwälder Kirchkuchen, to jednak jest też dobre. A nawet bardzo.



SKŁADNIKI (na blaszkę o wymiarach 40 x 30 cm):

na ciasto drożdżowe:
* 40 g świeżych drożdży
* 250 ml mleka
* 550 g mąki
* szczypta soli
* 1 czubata łyżka kakao
* 6 łyżek cukru
* 3 łyżki cukru waniliowego
* 80 g masła
* 1 jajko

na budyń:
* 500 ml mleka
* 1 torebka budyniu waniliowego
* 2 łyżki cukru

na posypkę:
* 100 g masła
* 150 g mąki
* 5 - 6 łyżek cukru
* 1 łyżka zimnej wody

ponadto:
* ok. 1 kg wydrylowanych wiśni lub czereśni

Do dużej miski przesiać mąkę. Dodać sól, kakao, cukier oraz cukier waniliowy i lekko przemieszać.
Na środku zrobić wgłębienie.

250 ml mleka wlać do jakiegoś garnuszka i lekko podgrzać, ale tak by było ciepłe, ale nie gorące. Drożdże pokruszyć do miseczki, wlać połowę ciepłego mleka i dobrze rozmieszać. Miksturę tę wlać we wgłębienie jakie zrobiliśmy w mące, leciutko przysypać od góry odrobiną mąki i odstawić na jakieś 10 - 15 minut.

Do garnuszka z resztą ciepłego mleka dodać 80 g masła i odstawić jeszcze, aż masło się całkowicie rozpuści.

Gdy zaczyn w mące wyrośnie, dodać jajko oraz resztę mleka z rozpuszczonym w nim masłem. Wszystko najpierw nieco wymieszać dużą łyżką, a potem dłońmi wyrobić mniej więcej na jednolite i gładkie ciasto.
Z ciasta uformować kulę i przełożyć do jakieś innej, czystej, dużej i wysmarowanej lekko olejem miski. Przykryć od góry czystym kuchennym ręcznikiem i odstawić do wyrośnięcia.

W tym czasie ugotować budyń według przepisu na opakowaniu. Ze składników na posypkę zagnieść kruche ciasto i wstawić je do lodówki.

Blaszkę wyłożyć najlepiej paperem do pieczenia i rozłożyć na niej ciasto. Można to spokojnie zrobić bez wałka, samymi dłońmi. W cieście zrobić palcem wgłębienia, a następnie rozprowadzić na nim budyń (może byc jeszcze ciepły). Ciasto
ostawić znowu do wyrośnięcia na jakieś 20 minut.

Nagrzać piekarnik do 175°C (termoobieg)/ 200°C (piekarnik bez termoobiegu).
Na cieście dość gęsto rozłożyć teraz wydrylowane wiśnie czy czereśnie.
Na koniec posypać wszystko posypką. Robi się to w ten sposób, że w palcach skubiemy po kawałku ciasta kruchego i te kawałeczki wrzucamy na wierzch placka tak, by był nimi równomiernie pokryty. Możemy też ciasto kruche zetrzeć przy pomocy tarki.

Piec w piekarniku nagrzanym do 175°C (termoobieg, piekarnik bez termoobiegu 200°C) przez ok. 30 - 35 minut (w zależności od piekarnika).
Przed podaniem posypać cukrem pudrem.
 

 
Każdy, kto mieszka w Niemczech zapewne zna to ciasto. Można je dostać dosłownie w każdej piekarni. Niemieckie Butterkuchen to po prostu drożdżówka maślana obowiązkowo z płatkami migdałowymi na górze. I niby nic nadzwyczajnego, ale smakuje po prostu tak, że nigdy nie mogliśmy mu się mu oprzeć.

Butterkuchem najczęściej robi się zwykłe, bez dodatków owoców. Chociaż z owocami smakuje znacznie lepiej i dlatego ja do mojego dodałam czereśnie.


SKŁADNIKI (na blaszkę o wymiarach 40 x 30 cm):

* 40 g świeżych drożdży
* 250 ml mleka
* 500 g mąki
* szczypta soli
* 160 g cukru
* 3 łyżki cukru waniliowego
* 180 g masła
* 1 jajko
* ok. 100 g płatków migdałowych

dodatkowo ale niekoniecznie:
* jakieś owoce (u mnie czereśnie)

Do dużej miski przesiać mąkę. Dodać sól, 100 g cukru oraz cukier waniliowy i lekko przemieszać.
Na środku zrobić wgłębienie.

Mleko wlać do jakiegoś garnuszka i lekko podgrzać, ale tak by było ciepłe, ale nie gorące. Drożdże pokruszyć do miseczki, wlać połowę ciepłego mleka i dobrze rozmieszać. Miksturę tę wlać we wgłębienie jakie zrobiliśmy w mące, leciutko przysypać od góry odrobiną mąki i odstawić na jakieś 10 - 15 minut.

Do garnuszka z resztą ciepłego mleka dodać 80 g masła i odstawić jeszcze, aż masło się całkowicie rozpuści.

Gdy zaczyn w mące wyrośnie, dodać jajko oraz resztę mleka z rozpuszczonym w nim masłem. Wszystko najpierw nieco wymieszać dużą łyżką, a potem dłońmi wyrobić mniej więcej na jednolite i gładkie ciasto. Jeśli ciasto będzie się zbyt kleiło i można dosypać 1 łyżkę mąki.
Z ciasta uformować kulę i przełożyć do jakieś innej, czystej, dużej i wysmarowanej lekko olejem miski. Przykryć od góry czystym kuchennym ręcznikiem i odstawić do wyrośnięcia.

Gdy ciasto podwoi już swoją objętość, wyciągnąć je z miski i podsypując nieco mąki jeszcze raz je zagnieść.

Blaszkę wyłożyć najlepiej paperem do pieczenia i rozłożyć na niej ciasto. Można to spokojnie zrobić bez wałka, samymi dłońmi.
Przykryć ciasto znowu kuchennym ręcznikiem i ostawić znowu do wyrośnięcia na jakieś 15 minut.

Nagrzać piekarnik do 150°C (termoobieg)/ 175°C (piekarnik bez termoobiegu).

Teraz zrobić palcem dziurki w cieście. W każdą dziurkę nałożyć odrobinę masła. Jak chcemy dodać owoce, to pomiędzy dziurki z masłem powtykać też kawałki owoców. Potem posypać całość płatkami migdałowymi i resztą cukru.

Blaszkę włożyć do nagrzanego piekarnika i piec jakieś 20 -30 minut (w zależności od piekarnika).

Moje ciasto wyszło mi nawet nieco za ciemne, bo się zagapiłam i wyciągnęłam z piekarnika nieco za późno. Ale smakowało ekstra.
Polecam.

  • awatar Bafka: @ptasiowa: Kasiu, powinno wyjść. Ja zawsze robię naświeżych drożdżach, ale przecież można je zastąpić suchymi.Tylko pewnie będzie dłużej rosnąć.
  • awatar ptasiowa: Basiu a czy wyjdzie jeśli dodam suche drożdże zamiast świeżych?
  • awatar kelis33: Ciasto wyszlo pyszne- puszyste i maslane, dziekuje za swietny przepis i bardzo polecam!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Też wczoraj zrobiłam. Upiekłam je w folii bo właściwie wtedy nie trzeba nic pilnować, a wiadomo że wyjdzie pysznie. Nafaszerowane bazyliowym pesto nabrały takiego fajnego posmaku, że nawet ja, która za rybami ogólnie nie przepadam caluśką jedną wmaściłam. Polecam.


SKŁADNIKI:

* sprawione ryby (pstrągi, dorady czy co tam macie)
* 1 słoiczek bazyliowego pesto
* kilka gałązek pietruszki
* kilka żąbków czosnku
* sól i przyprawa do ryb (jeśli nie macie to wystarczy sól)
* folia aluminiowa

Ryby umyć i wysuszyć papierowym ręcznikiem. Od środka posolić i do brzucha każdej nałożyć po 1 - 2 łyżeczki pesto. Obsypać z wierzchu solą i przyprawą do ryb. Ułożyć na kawałku folii aluminiowej. Położyć obok ołukaną gałążkę czy dwie natki pietruszki oraz 1 - 2 ząbki czosnku. Zapakować w folię.

Piec w temp. 175°C (termoobieg) / 200°C (piekarnik bez termoobiegu) ok. 25 - 30 minut (w zależności jak duże ryby macie).
Można też upiec na grillu.

A potem odpakowyjemy rybkę z folii

I zajadamy
  • awatar ...JR...: wyglądają super:) tylko że ja zawsze łebki ucinam- nawet nie wiem czy tak się powinno ale zawsze to robię juz na samym początku bo nie znoszę gdy mi ryba z talerza ''patrzy'' ;)
  • awatar Jestem tym co jem: Mmm rybka wygląda cudownie :)
  • awatar ♫ Clarusałka ♫: Aż zgłosniałam :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wczoraj zrobiłam. Przepis może wydawać się skomplikowany, ale tak naprawdę to ciasto jest mega proste do zrobienia. Przygotowanie go zajmuje 10 - 15 minut (wliczając czas na wypestkowanie śliwek). Można do niego użyć śliwek, które w stanie surowym są jeszcze całkiem kwaśne. W cieście nabierają one całkiem innego smaku.
No, nie wiem jak was jeszcze zachęcić do wypróbowania tego przepisu, ale serio polecam bardzo, bardzo. Bo ciacho jest pyszne i warte grzechu. A przy zapewne mniej kaloryczne od wielu innych ciast.


SKŁADNIKI (na tortownicę o średnicy 26 cm):

* ok. 600 g śliwek
* 200 g twarożku śmietankowego
* 6 łyżek mleka
* 6 łyżek neutralnego w smaku oleju (np słonecznikowego)
* 160 g (8 łyżek) cukru
* 2 łyżki cukru waniliowego
* szczypta soli
* 300 g mąki
* 3 łyżeczki proszku do pieczenia
* 4 łyżki zmielonych migdałów lub orzechów laskowych
* 2 żółtka
* cukier puder do oprószenia

Piekarnik nagrzać do 175°C.
Tortownice wyłożyć (bez żadnego docinania, bo nie potrzeba) arkuszem papieru do pieczenia.

Śliwki umyć, wypestkować i pokroić na mniejsze kawałki.
W średniej misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia.
Do większej miski wrzucić twaróg, dodać sól, 3 łyżki cukru, cukier waniliowy, mleko i olej. Zmiksować. Wsypać połowę mąki z proszkiem do pieczenia i znowu zmiksować. Wsypać resztę mąki i zagnieść ciasto by było jednolite.

Wyłożyć je na tortownicę z papierem. Ciasto jest nieco klejące więc najlepiej pomoczyć ręce w ciepłej wodzie (ciato się wtedy nie będzie nam kleić do rąk) i w ten sposób ugnieść je w tortownicy, by powstał też brzeg.

Dno ciasta posypać zmielonymi migdałami lub zmielonymi orzechami laskowymi. Na to wyłożyć śliwki (skórką do dołu).

Teraz zmiksować dwa żółtka z resztą cukru. Jak nie macie miksera spokojnie to można zrobić trzepaczką. Nie musi być jakoś puszyście, ważne by składniki były dobrze połączone. Powstanie wam dość gęsta masa cukrowa, którą wystarczy teraz wyłożyć łyżką na śliwki.

Tak przygotowane ciasto wstawić do nagrzanego piekarnika i piec w temp. 175°C ok. 30 - 35 minut. Po około 20 minutach nalezy je jednak przykryc od góry papierem do pieczenia albo kawałkiem folii aluminiowej, by nam się za bardzo od góry nie przypaliło.

Przed podaniem posypać cukrem pudrem.
  • awatar ToTylkoJaa: zrobilam...i mniam :) dzieki za przepis! :)
  • awatar Persephone: @Bafka: Jeszcze nie próbowałam, czekam aż trochę przestygnie :)
  • awatar Bafka: @Persephone: Ale przy jedzeniu to jednak jest inne niz tarta.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Dzisiaj miałam naprawdę pracowity, ale też mega pozytywny dzień. I nic wielkiego ani specjalnego się nie wydarzyło. Ale po prostu wstałam wcześnie, wyspana i szczęśliwa jak skowronek, z całym mnóstwem pozytywnej energii. A że trzeba było tę energię jakoś sensownie wykorzystać, to po swojemu zrobiłam to, co potrafię najlepiej. Tworzyłam. Głownie kulinarnie.

A potem przyjechała do nas Kasia i razem z nią i Kapslem poszliśmy na jeżyny. Tak, u nas już są. Za mało było u nas na Bonamesie deszczu ostatnio, więc część owoców na krzaczkach jest prawie wysuszona. Ale wciaż jest całkiem sporo czarniutkich słodziutkich jeżyn. Nazbieraliśmy z Kapslem dwa małe wiaderka. W sam raz na nalewkę.


Najlepszy był moment, gdy wylazłam zza krzaka uszczęśliwiona, że mam już pełne wiaderko.
- Jak ty wyglądasz? - zapytał mnie Kapsel spoglądając z politowaniem na moje nogi.
Spojrzałam w dół. I się max zdziwiłam. Bo rzeczywiście wyglądam jakbym stoczyła bitwę z jakimś kocurem. Ciekawe tylko jest to, że Kapsel też był w krótkich spodenkach, a mimo to na jego nogach nie ma ani jednego zadrapania. Widocznie ja zebrałam też te należące się dla niego.

  • awatar Bafka: @sl0dka: Przepis na nalewkę masz tu: http://smakoszka.pinger.pl/m/20359709
  • awatar sl0dka: Podaj przepis na nalewkę :) uwielbiam jeżyny ALE teraz mogę je jedynie kupić. Kiedyś spędzałam wakacje na wsi u cioci i tam prawie codziennie szło się na jeżyny. Mniam!
  • awatar muu.: borze, jak ja je uwielbiam! zjadłabym sobie, noale nie ma jeszcze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Byłam dziś z Olim w tej klinice na badaniach. Spędziliśmy tam kilka godzin. Wzięłam ze sobą do czytania książki, ale przy okazji przeglądnęłam leżące dla pacjentów czasopisma. I w jednym z nich był ten właśnie przepis. No tak mi się spodobał, że po prostu musiałam go dzis od razu wypróbować.

Sałatka jest prosta do przygotowania i oczywiście można ją przygotować również w innych wersjach. Nam smakowała. Z podanych składników wychodzi naprawdę duża misa sałatki. Podjadamy sobie rodzinnie i jesteśmy nią zachwyceni. Z pewnością zrobię jeszcze nie raz.


SKŁADNIKI:

* ok. 200 - 250 g jasnego pieczywa najlepiej z dnia poprzedniego (to jest mniej więcej 4 nie duże bułki lub 1 bagietka lub pół bochenka długiej ciabatty)
* 1 cukinia
* 1 - 2 czerwone papryki
* ok. 400 - 500 g pomidorków koktajlowych
* 3 łyzki kaparów
* 4 - 5 łyżek czarnych oliwek bez pestek
* pęczek młodej cebulki
* pół pęczka natki pietruszki
* garść ąświeżych listków bazylii
* 1 cytryna
* 1 ząbek czosnku
* oliwa
* dowolna ziołowa przyprawa do sałatek (typu knorr lub podobna)
* sól, pieprz

Najpierw należy przygotować sobie wszystkie składmniki.
Warzsywa umyć i pokroić: cukinię i paprykę w kostkę, pomidorki poprzekrajać na połówki.
Cebulkę, pietruszkę i bazylię drobno posiekać.
Oliwki można poprzekrajać na połówki ale nie jest to konieczne.
Zetrzeć skórkę z cytryny i też drobniutko posiekać.
Pieczywo pokroić w kostkę.

W dużej patelni rozgrzać z 3 - 4 łyżki oliwy i podsmażyć lekko na tym pieczywo aż nabierze złotawego koloru. Uważać by nie przypalić. Gdy będzie gotowe wrzucić do dużej miski.

Na tej samej patelni rozgrzać kolejne 2 - 3 łyzki oliwy i podsmażyć przez minutkę czy dwie cukinię wraz z papryką. Odstawić i gdy nieco przestygnie dorzucić do miski z chlebem.

Następnie dodać kolejne składniki: pokrojone pomidorki, oliwki, cebulkę, pietruszkę, bazylię, kapary i skórkę cytrynową. Wszystko dobrze ze sobą wymieszać.

Przygotować dressing.
Wycisnąć sok z cytryny, dolać do niego z 6 - 8 łyżek oliwy. Nastepnie wsypać przyprawę do sałatek, dodać przecisśnięty przez praskę czosnek, dobrze posolić i popieprzyć.
Wszystkie składniki dressingu dokładnie ze sobą wymieszać. Powienien on być dość kwaskowaty, więc można dodać nieco więcej soku z cytryny lub odrobinę occtu winnego.

Dressing wlać do sałatki i wszystko delikatnie przemieszać. Odstawić na jakieś pół godziny, by sałatka się przegryzła.



  • awatar Bafka: @b_gallerani: Pewnie tak. Nie znam sie na wloskich nazwach :)
  • awatar b_gallerani: a to nie panzanella? :)
  • awatar ENGEL: Widzialam kiedys te salatke u Jamiego Oliviera ale twoja wyglada o niebo piekniej i pyszniej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
marchewkę z groszkiem znają wszyscy. U nas na stole bywa rzadko, bowiem Daniel nie jada groszku. Robię więc marchewkę z kalarepą, marchewkę z fasolką, marchewkę z kalafiorem lub czasem marchewkę orientalną.


SKŁADNIKI:

* ok. 800 - 900 g marchewki
* 1 duża cebula
* 2 ząbki czosnku
* 1 czubata łyżka przyprawy do ryżu (http://smakoszka.pinger.pl/m/22102127) lub curry
* garść suszonych moreli
* garść orzechów lub migdałow bez skórki
* odrobina oleju
* 1 łyżka masła lub margaryny
* 1 łyżeczka mąki
* pół kostki rosołowej
* sól, chilli
Marchewkę obrać i pokroić w plasterki lub w kostkę. Cebulę pokroić w kostkę. W garnku rozgrzać odrobinkę oleju i wrzucić na to pokrojoną w kostkę cebulę oraz przeciśnięty przez praskę czosnek. Leciutko zeszklić. Po chwili wsypać curry lub przyprawę do ryżu. Smażyć jeszcze przez parę sekund. Dorzucić marchewkę, kostkę rosołową i wlać jakieś 3/4 szklanki wody. Dusić na średnim ogniu aż marchewka stanie się miękka i prawie cała woda odparuje.
W międzyczasie pokroić morele na małe kawałki i wraz z orzechami dorzucić je do garnka.
Gdy marchewka będzie już miękka, a prawie cała woda odparuje, dodać do niej masło i zagęścić nieco mąką. Doprawić na koniec solą i chilli.
  • awatar Mufy: ale ślinka mi cieknie na taką marchewkę muszę spróbować koniecznie na pewno jest super! :)
  • awatar foxylady: Zapowiada się smacznie. Spróbuję :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przyznać się kto z was mi napisał wiadomość na priv, ale taką konspiracyjną, że niby jest, ale jej nie ma.
  • awatar Bafka: @Osóbka: Ja ciebie też lofciam i to bardzo i tez sie przyznaje do tego oficjalnie :)
  • awatar Bafka: @Diana Korzeb: Wczoraj mi wyswietlało ze mam wiadomość, ale jej nie bylo widać. Dzisiaj dopiero.
  • awatar Osóbka: Stare zagrania pinga. A to, ze Ciebie lofciam, to wiesz, nawet sie oficjalnie przyznam, nie musze na prv sie ukrywac! o!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Jak spahghetti carbonara to wiadomo, że powinien być przesmażony boczek, obowiążkowo parmezan i sos na żółtkach. Robię często, bo lubimy, ale lubimy sobie również te danie nieco urozmaicić. Np dodając pieczarki.
Przygotowanie jest dziecinnie proste, a spaghetti smakowite. Ot, pomysł na szybki, smaczny obiad.


SKŁADNIKI:

* 1 paczka (400 - 500 g) spaghetti
* 1 większy por (lub 2 jak są malutkie)
* ok. 200 - 250 g boczku
* ok. 200 - 250 g pieczarek
* ok. 300 g słodkiej śmietany
* odrobina oliwy
* 3 żółtka
* sól, pieprz
Boczek pokroić w drobną kostkę, pieczarki na plasterki, a pora w cieniutkie paseczki.
Parmezan zetrzeć na tarce.
Postawić osoloną wode na makaron.
Gdy makaron się będzie gotował, na patelni, na oliwie podsmażyć boczek z porem. Pod koniec smażenia dorzucić pieczarki i smażyć jeszcze przez 2 - 3 minutki.

W jakieś misce roztrzepać trzepaczką żółtka ze śmietaną. Dobrze popieprzyć. Wrzucić ok. 2/3 parmezanu i dobrze wymieszać.

Jak makaron będzie już gotowy, dobrze go odcedzić z wody. Zaraz potem wlać masę jajeczno - serowoą na patelnię i chwileczkę (2 - 3 minutki) na małym ogniu pogotować, aż sos lekko zgęstnieje.
Sos wlać do odcedzonych i gorących spaghetti (lub spaghetti dodać do sosa, w zależności które naczynie macie większe) i dobrze wszystko wymieszać.

Nałożyc na talerze, posypać resztka startego parmezanu i zajadać.
Może na zdjęciu nie wygląda zbyt zachęcająco, ale smakuje bardzo dobrze.
 

 
Ciasto bardzo łatwe do przygotowania i smaczne, choć chyba mocno kaloryczne zważywszy na to, co jest wśród składników. Na szczęście jest też dość syte i nie da się zjeść więcej niż jednego kawałka na raz. Zatem dobre na jakąś imprezę gdzie przyjdzie wiele osób.

W oryginalnym przepisie było prawie dwa razy tyle cukru + cukier puder do posypania. Uzałam, że to ilość wręcz przerażająca i piekąc ciasto zmniejszyłam ilość cukru o połowę. I dobrze, bo i tak dzięki masie z masłem orzechowym ciasto wyszło słodkie.


SKŁADNIKI (na blaszkę o wymiarach 40 x 30 cm):

* 200 g twarogu najlepiej trzykrotnie zmielonego (dla tych co mieszkają w Niemczech najlepiej Doppelrahm-Frischkäse)
* 150 g masła orzechowego z kawałkami orzechów (crunchy)
* 8 jajek
* 300 g cukru
* 300 g gorzkiej czekolady
* 250 g masła lub margaryny
* 350 g mąki
* 2 czubate łyżeczki proszku do pieczenia
Do jakiegoś garnka wrzucić połamaną czekoladę oraz masło i rozpuścić. Najlepiej robić to w kąpieli wodnej (wstawiając garnek do jakiegoś większego, w którym będzie woda), bo wtedy nie musimy tego mieszać ani pilnować i możemy w tym czasie ucierać już ciasto.

Do średniej miski wrzucić twaróg, 80 g (tj. 4 łyżki) cukru, 1 jajko oraz masło orzechowe. Wszystko dobrze zmiksować mikserem na jednolitą masę.

W większej misce utrzeć pozostałe jajka z pozostałym cukrem. Stopniowo i na przemian wmiksować do nich wymieszaną z proszkiem do pieczenia mąkę oraz roztopioną z masłem czekoladę.

Piekarnik nagrzać do 150°C (termoobieg) lub 170°C (piekarnik bez temoobiegu).

Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. Na nim rozłożyć ciasto czekoladowe. Jest ono nieco gęste i klejące, ale trzeba go rozprowadzić łayżką na całą powierzchnię blaszki.
Na to kleksami nałożyć masę orzechowo - serową. Teraz najlepiej wziąć widelec i nieco rozsmarować ze sobą oba ciasta by powstało coś w postaci marmurku.

Blaszkę z ciastem wstawić do nagrzanego do 150°C (termoobieg) piekarnika. Piec ok. 35 - 45 minut.
  • awatar ENGEL: Właśnie siedzi u mnie w piekarniku :) Dziękuję za przepis zdam relację czy się udało :)
  • awatar frizigreen: Wygląda fantastycznie i pewnie smakuje rownie dobrze
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
A to mi zrobiłeś niespodziankę. Wrócił wczoraj Kapsel z pracy i wręczył mi przesyłkę poleconę. Patrzę, a to dla mnie. Od Ciebie. I co prawda gadaliśmy przez telefon i wiedziałam, że chcesz wysłać mi pióro, ale że już? I tyle kamieni do tego. I książka.
Kamyczki są fajniutkie, takie jakie lubię. Zidentyfikowałam kryształ górski, kwarz różwy, piryt i awenturin. Ten czerwony to pewnie agat jakiś, choć pewna nie jestem. Albo jaspis. Ale te dwa ciemne to nie mam pojęcia. Muszę się im jeszcze raz dob rze przyjrzeć i je poczuć. Wtedy może odgadnę.

Pióro jest cudowne. Po prostu piękne i tak idealnie leży w dłoni. Zakochałam się w nim już dawno temu jak tylko je wtedy wypatrzłam w tamtym sklepie. Nawet nie masz pojęcia ile raodści mi sprawiłeś tym piórem. Po prostu nie umiem opowiedzieć. Włożyłam je już do mojego futerała z piórami wiecznymi. Napełniłam pachnącym rózami atramentem w colorze magenty i zachwycam się nim na nowo za każdym razem jak tylko na niego spojrzę.

Kawa orkiszowa to dla mnie całkowita nowość. Jeszcze nie spróbowałam. Ale i tak ze wszystkiego najbardziej wzruszył mnie Twój wiersz. Taki od serce, dla mnie.
Jejku Gąbeczko, dziękuję ci max za te wszystkie cudowności, ale najbardziej chciałabym cie wyściskać. Nadrobię to jak tylko znowu do nas przyjedziesz.
Wiem, że to już za kilka miesięcy i już się cieszę.
  • awatar barbarella: Czarny to byc może onyks, a tego drugiego nie widzę dobrze. Piękna niespodzianka :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Metodą eksperymentów udało mi się wymyślić bardzo fajną mieszankę przyprawową do ryżu, kasz czy zasmażanego makaronu.
Tajemnicą jest tutaj dodanie na koniec również prażonej cebulki (takiej jak z ikei). Można przygotować mieszankę bez owej cebulki, ale wtedy jednak coś w niej brakuje.


SKŁADNIKI:

* 1 czubata łyżka kurkumy (u mnie kilka kawałków kurkumy w całości)
* 1 łyżeczka czosnku
* 1 łyżeczka papryki słodkiej
* 1 łyżeczka cebuli
* 1 łyżeczka ziaren czarnego pieprzu
* 1 łyżeczka dowolnego curry
* 1 łyżeczka kuminu
* 1 łyżeczka lubczyku
* 1 łyżeczka cardamonu
* 1 łyżeczka zmielonych nasion kozieradki
* 1 łyżeczka nasion kolendry
* pół łyżkeczki chilli
* 1 laska cynamonu
* kilka listków curry (można pominąć)

dodatkowo :
* 4 czubate łyżeczki prażonej cebulki

Wszystkie przyprawy umieścić w młynku do kawy i dobrze zmielić na drobno.
Jak już przyprawy będą drobniutko zmielone, dodać jeszcze do nich prażoną cebulkę i zmiksować przez 2 - 3 sekundy (nie dłużej).

Przechowywać w szczelnie zamkniętym słoiczku, bez dostępu światła (czyli np w szafce kuchennej).
Tej mieszanki używam przy przygotowywaniu np tego ryżu: http://smakoszka.pinger.pl/m/22087436
  • awatar Ajsi: Ale musi być pyszna i obłędnie pachnieć :) Wyobraźnia pracuje... :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jejku, nawet wam nie umiem w stanie powiedzieć jak bardzo smakuje mi ten ryż. Jest pachnący, aromatyczny i po prostu doskonały. Nie potrzeba do niego żadnego sosu, smakuje sam w sobie rewelacyjnie.
Jeśli mamy możemy dodać do garnka w którym będzie gotował się ten ryż nieco startej marchewki. Moja dzisiejsza wersja jest bez.

Cała tajemnica tego ryżu jest ukryta w przyprawach.
Długo eksperymentowałam zanim znalazłam mieszankę idealną. Jeśli nie będziecie mieli któreś z przypraw nie ma co się przejmować.
Ja na użytek własny mieszam sobie przyprawy w większych ilościach prędzej i gotową taka mieszankę przechowuję w słoiczku. Jest bowiem doskonała również do kasz czy smażonego makaronu. Przepis na dokładna mieszankę przyprawową do ryżu podam wkrótce. Tutaj podam wersję przypraw "na szybko".


SKŁADNIKI:
* 300g długoziarnistego ryżu
* 1 duża cebula (lub 1,5 jeśli nie mamy gotowej cebulki prażonej - wśród składnikow niżej)
* 1 ząbek czosnku
* odrobina oleju
* 2 czubate łyżki cebulki prażonej
* 1 garść rodzynek (lepsze są żółte, ale mogą być jakie tam mamy)
* 1 - 2 garście orzechów nerkowców, lub pistacjowych lub obranych ze skórek migdałów
* 1 kostka rosołowa
* 1 liść laurowy
* 2 łyżki przyprawy do ryżu (np. z mieszanki podanej niżej)


przyprawy: (ilości na oko, jak czegoś nie macie możecie pominąć, przyprawy wszystkie powinny być zmielone)
* 2 czubate łyżeczki ostrego curry
* 1 łyżeczka kurkumy
* pół łyżeczki garam masala
* pół łyżeczki cynamonu
* pół łyżeczki kardamonu
* pół łyżeczki imbiru
* pół łyżeczki papryki
* pół łyżeczki nasion kozieradki
* szczypta lub dwie ostrego chilli

Lub zamiast tych przypraw dorzucić 2 łyżki gotowej mieszanki przyprawowej do ryżu (dokładny przepis tutaj: http://smakoszka.pinger.pl/m/22102127

Cebulę pokroić w kostkę. Na małej patelni rozgrzać odrobinę oleju i zeszklić na niej cebulę oraz przeciśnięty przez praskę czosnek.
Wrzucić do garnka, w którym się będzie gotował ryż.
Dorzucić od razu orzechy oraz rodzynki. Wsypać ryż.

Wlać teraz do tego wodę (na 300 g ryżu ja wlewam 1,5 litra wody), dodać kostkę rosołową oraz liść laurowy.
Wszystkie przyprawy wymieszać najpierw w jakimś kubeczku czy miseczce i 2 łyżki tej mieszanki po prostu dorzucić do ryżu. Przemieszać i postawić by się gotował na niewielkim ogniu.

Nie trzeba go już praktycznie nic pilnować. Absolutnie nie mieszać. Ryż po jakimś czasie sam dogotuje się na sypko wchłaniając całą wodę. Ewentualnie można go jeszcze na koniec z nadmiaru wody (czasem się zdarza) odcedzić na durszkalu.
I tyle.
Smacznego.
 

 
Obfitość czereśni nas spotkała. Zostaliśmy nimi obdarowani. I choc wiele godzin spędzilismy oboje z Kapslem na ręcznym usunięciu z nich pestek, to było warto. Nastawiliśmy nalewkę czereśniwoą, ugotwaliśmy kompoty, część zamroziliśmy, a część podarowaliśmy dalej. Upiekłam też ciasto. Do niedzielnej kawki było w sam raz.


SKŁADNIKI (na blaszkę o wymiarach 40 x 30 cm):

na ciasto:
* 500 g mąki pszennej
* 3 łyżeczki proszku do pieczenia
* 300 g masła lub margaryny
* 5 łyżek cukru
* 8 żółtek
* 2 - 3 łyżki kakao

na piankę:
* 8 białek
* szczypta soli
* 7 łyżek cukru
* 2 łyżki cukru waniliowego
* 2 opakowania kisielu wiśniowego (lub 1 torebka kisielu i 1 torebka budyniu waniliowego)
* 1/2 szklanki (100 ml) oleju słonecznikowego

ponadto:
* wypestkowane czereśnie
* cukier puder do oprószenia
Do jakieś miski wrzucić wszystkie składniki na ciasto kruche i zagnieść.
Ciasto podzielić na 2 części - około 60% i 40%. Do większej części dodać kakao i ponownie dobrze zagnieść. Jeśli ciasto będzie zbyt suche, można dodać nieco (ok. 2 łyżki) zimnej wody. Oba ciasta zawinąć w folię spożywczą i zamrozić. Tą czynność można zrobić dzień wcześniej.


Blachę (ja miałam o wymiarach 30 x 40 cm) wysmarować lekko masłem lub margaryną i wyłożyć papierem do pieczenia. Na spód zetrzeć na tarce ciasto kakowe, lekko przyklepać dłonią i wyrównać. Podpiec w temperaturze 180ºC przez około 15 - 20 minut. Odstawić do całkowitego wystudzenia.

Kiedy podpieczony spód nieco przestygnie, zacząć ubijać białka, dodając do nich szczyptę soli. Gdy piana będzie już sztywna stopniowo, nie przerywając ubijania, wsypać cukier oraz cukier waniliowty. Następnie powoli wmiksować proszek kisielowy (lub kisielowo - budyniowy) oraz olej. Piana powinna mieć ładny różowy kolor.

Ubitą pianę wyłożyć na podpieczony wcześniej spód ciasta. Pianę wyrównać i na niej gęsto ułożyć czereśnie.
Na wierzch zetrzeć zamrożone jasne ciasto.

Piec w temperaturze 180ºC przez około 30 - 40 minut. Wyjąć, przestudzić, oprószyć cukrem pudrem.
  • awatar gratzu: wygląda smakowicie, smakuje pewno ''palce lizać'' ;-) , ja uwielbiam słodkości , chyba ukradnę przepis :D
  • awatar All about me and my little love...: Mniam! ;) nie jadłam nigdy ciasta z czereśniami.Ale chyba skusze się zrobić ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Totalnie mu odwala. A precyzjując od samego rana drze się dziś jak wściekły i to tak, że doprawdza Kapsla do kurwicy. Pierwszy raz mój chłop na serio się wkurzył na tego małego zielonego wrzeszczakę. Ale serio, naprawdę ptaszysko ma nadprodukcję testosteronu. I nawet onanizowanie się na zabawce nic nie pomaga.
Biedny chłopak.
Bo w sumie kobietę przy boku ma, ale ma też totalny celibat, zero sexu. Nie ma gniazdka, nie ma budki, to nie ma bzykania.

No a gdzieś przecież ta nadpobudliwość musi mieć swoje ujście.
Dla Joey Atilla jest łagodny i opiekuńczy, tak jak zawsze był. Nie napasuje jej, nie jest namolny, ale za to co rano totalnie mu odwala.
No tak, każdemu zdrowemu facetowi rano staje, a Atilla jest zdrowym facetem. No i serio aż mi go szkoda. Bo niby onanizm wzmacnia organizm, ale jakie to musi być dla niego deprymujące. Kobieta w klatce tuż obok, a on na zabawce sobie dobrze musi robić.

Miałam w życiu już wiele papug, mniejszych i większych. W tym kilka samców. Atilla jest trzecim, który ma aż taki temperament. I ze wszystkich trzech chyba najbardziej mi go szkoda.
  • awatar ziemiojad2: @Bafka: a może zapytaj jak rozwiązać problem na jakimś forum? np. tu http://www.papugi.dt.pl/
  • awatar Bafka: @ziemiojad2: Kurcze, nie wiem. Moze sa. Musze popytac.
  • awatar ziemiojad2: @Bafka: a może są jakieś feromony dla papug, tak jak dla psów i kotów, na poprawę nastroju i odstresowanie?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Tort, który na topie jest ostatnio u mojej koleżanki Doroty. I oczywiście miałam okazję go u niej spróbować i dopiero potem zajarzyłam, że tak na dobra sprawę jest to sławetna pavlova.

Pavlova może wiecie, a może nie, jest takim typowym australijskim i nowozelandzkim deserem. Nazwa pochodzi od nazwiska rosyjskiej primabaleriny Anny Pawłowej. Tradycja głosi, że pierwszy raz deser ten został przygotowany podczas pobytu tancerki w Perth w 1926. Jednak do autorstwa deseru pretendują także Nowozelandczycy, twierdząc, że przyrządzono go w Wellington podczas tournée Pawłowej w 1926 roku.

Tak czy siak deser jest bardzo pyszny. Chrupiąca na zewnątrz i delikantna, pianowa wręcz w środku beza, do tego bita śmietana i owoce. Czego chcieć więcej.

Taki deser pavlova można przygotować w wersji jednej grubej bezy lub w wersji piętrowej, jak właśnie w przypadku tego tortu. Jako że sama beza musi dość długo suszyć się w piekarniku, to oczywiście można ją upiec dzień prędzej, a bitą śmietaną i owocami przełożyć jakąś godzinę przed podaniem.

Bardzo polecam, bo chociaż jest to prawdziwa bomba kaloryczna (dużo cukru i śmietana), to od czasu do czasu można sobie pozwolic na takie przepyszne szaleństwo.


SKŁADNIKI:

* 6 - 7 białek
* szczypta soli
* ok. 300 - 350 g cukru
* 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
* 1 łyżeczka białego occtu winnego
* ok. 1 l śmietany kremówki (lub 600 ml śmietany kremówki + 250 g serka mascarponne)
* owoce, np truskawki, maliny, jagody, brzoskwinie, co tam macie
Zimna białka z solą ubić na sztywno. Dosypywać pod koniec po łyżce cukieru ciągle miksując .Piana po ubiciu powinna być bardzo sztywna i lśniąca. Na koniec dodać mąkę ziemniaczaną oraz ocet.

Dwie blaszki wyłożyć papierem do pieczenia. Pianę wyłożyć na środek każdej blaszki. Zrobić z niej koła, jedno może być nieco mniejsze od drugiego.

Można oczywiście upiec tylko jedno bezowe koło, wtedy jednak będzie ono grubsze (wyższe) i będzie je trzeba jeszcze dłużej suszyć. Osobiście wolę wersję piętrową, z dwoma bezami.

Blaszki włożyć do nagrzanego piekarnika na 150°C (termoobieg lub 180°C piekarnik bez termoobiegu). Po około 5 minutach zmiejszyć temeraturę na 110°C (termoobieg lub 150°C piekarnik bez termoobiegu) i suszyć przy uchylonych drzwiczkach piekarnika około 1,5 godziny.

Możemy ubić samą śmietanę, wtedy potrzeba nam będzie jej znacznie więcej.
Możemy też zrobić masę z bitej śmietany połączonej z serkiem mascarponne. W tym wypadku najpierw zimną kremówkę ubić na sztywno. Serek mascarpone przełożyć do jakieś miski i przemieszać. Dodawać po łyżce ubitą kremówkę i mieszać łyżką aż powstanie gładka jednolita masa.

Na większym spodzie bezowym rozsmarować połowę kremu (lub samej ubitej śmietany) i rozłożyć gęsto owoce.
Przykryć drugą bezą i znowu nałożyć krem i owoce. Wstawić na godzinę do lodówki.
A potem delektować się tą zajebistością.
  • awatar Flavia: to jest moje dzisiejsze marzenie :)
  • awatar Bafka: @Osóbka: Mi w piekarniku nie pękła nigdy. Moze miałas za wysoką temperaturę, albo przez to ze zamkniete drzwiczki. Ale czasem jak przekladam z papieru na tortownice to sie zdarzylo ze popekala.
  • awatar Osóbka: Mi bezy zawsze, ale zo zawsze w piekarniku pekaja :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Idealne na grilla. My zjedliśmy je z dodatkiem ugotowanego z przyprawami ryżu, dipem z curry i zieloną sałatą. I to był bardzo fajny obiad.

Serdecznie polecam, bo szaszłyki są naprawdę proste do przygotowania, a smakują rewelacyjnie.


SKŁADNIKI:

* 5 - 6 piersi z kurczaka
* 1 większy ananas

na marynatę:
* 1 czubata łyżka przyprawy do kurczaka
* 1 płaska łyżeczka curry
* 1 płaska łyzeczka papryki słodkiej
* ćwierć łyżeczki chilli (można pominąć jeśli nie lubicie ostrego)
* 1 - 2 łyżki keczapu
* 5 - 6 łyżek olieju

dodatkowo:
* patyczki do szaszłyków
Piersi z kurczaka ewentualnie umyć i osuszyć papierowym ręcznikiem. Pokroić na kawałki i wrzucic do jakieś miski.

Przygotować marynatę mieszając przyprawy z keczapem i olejem. Dolać nieco wody, by marynata miała konsystencję lekko lejącej się papki. Wlać ją do mięsa, dobrze wymieszać i odstawić mięso na jakieś pół godziny.

Ananasa najlepiej przekroić na ćwiartki. Wyciąć twardy środek i odkroić twardą skórkę. Pokroić na kawałki.

Na patyczki do szaszłyków nadziewać na przemian po kawałku zamarynowanego mięsa i ananasa.
Szaszłyki upiec na grillu, patelni lub w piekarniku.

Smakują, że palce lizać.
 

 
Przepis pochodzi stąd: http://www.kuechengoetter.de/rezepte/Auflauf/Nuss-Lasagne-177920.html Jak tylko go zobaczyłam to tak mnie zaciekawił, że postanowiłam wypróbować. Zrobiłam tę lasagne dziś.
I jak? hmmmm.... jakby to wam powiedzieć. Jako że ogólnie jestem miłośniczką raczej ostrej kuchni, potrzebowałam kilku kęsów by przyzwyczaić się do zbyt łagodnego (jak dla mnie) smaku tej lasanii. Ale mi smakowała.
Wyraźnie czuć w niej orzechowy smak, co nie każdemu może odpowiadać. Jest bardzo sycąca i smakuje nawet lepiej na zimno niż na ciepło. Z tego też powodu nadać się ona może jako dodatkowe danie na jakimś party czy nawet pikniku.

Ilość składników wystarcza na dużą lasagne (formę wielkości 25 x 35 cm).
Ja miałam formę wielkości 20 - 30 cm, więc wzięłam po 750 g marchwi i tyle samo cukini.


SKŁADNIKI:

* ok. 1 kg marchewek (u mnie tylko 750 g)
* ok. 1 kg malutkich cukini (u mnie tylko 750 g)
* 1 l mleka
* 100 g masła
* 100 g kaparów
* 100 g zmielonych oprzechów laskowych
* 50 g mąki
* 500 ml bulionu (może być z kostki)
* sól, pieprz
* 3 - 4 łyżki płatków orzechowych (ja dałam migdałowe)
* płaty makaronu do lasagne - najlepiej takie, które nie trzeba ekstra gotować (czytać na opakowaniu), ilość -> 4 x ilość potrzebna na pokrycie waszej formy, u mnie było to w sumie 16 płatów
Płaty makaronowe do lasagne, nawet jeśli pisze na opakowaniu, iż nie trzeba ich gotować, to najlepiej zamoczyć w jakieś dużej misce w ciepłej wodzie. Dzięki temu namokną i raz,że łatwiej nam się bedzie szczelnie układało w formie lasagne, a dwa mamy gwarancję, że po upieczeniu makaron nie będzie twardy.

W tym czasie gdy płaty makaronowe się moczą, musimy przygotować warzywa. Potrzebny nam do tego będzie nożyk-obierak, przy pomocy którego należy marchew obrać a potem pokroić na bardzo cienkie paseczki. Cukinie umyć i również przy pomocy obieraka pokroić na cieniutkie paski (jak na zdjęciu).

Natłuścić formę odrobiną masła.
W wiekszym garnku prawie zagotować mleko wraz z resztą masła. W tym czasie pokroić kapary i wrzucić połowę do mleka. Dodać do tego mąkę i zmielone orzechy. Krótko zmikować przy pomocy sztabkowego miksera, a jak nie mamy, to olac miksowanie i jedynie dobrze wszystko wymieszać. Wlać bulion i całość gotować na małym ogniu jakieś 5 minut, aż powstanie z tego coś w rodzaju sosu. Przyprawić go dobrze solą i pieprzem.

Do natłuszczonej formy nakładać kolejno warstwy, starając się, by były rozłożone równomiernie i na całej powierzchni (podaję od dolu, czyli w kolejności jak należy nakładać):

- 1 - płaty makaronowe
- 2 - połowa pokrojonej marchewki
- 3 - ok. 1/4 sosu

- 4 - płaty makaronowe
- 5 - połowa cukini
- 6 - ok. 1/4 sosu

- 7 - płaty makaronowe
- 8 - druga połowa marchewki
- 9 - ok. 1/4 sosu

- 10 - płaty makaronowe
- 11 - druga połowa cukini
- 12 - reszta sosu

Na samej górze posypać pokrojoną resztą kaparów i płatkami orzechowymi lub migdałowymi.

Zapiec w piekarniku w temp. 150°C około 50 minut.
  • awatar Bafka: @Hypnotic Poison: No, moj Daniel z Kapslem kręcili nosami, bo bez mięsa, bo za malo pikantne i z orzechami. Mi i Oliverowi smakowalo, choc ja osobiscie tez wole bardziej ostre potrawy.
  • awatar Hypnotic Poison: I nie ma w nim mięsa więc musi być pyszne :)
  • awatar Oui Mais... Non: interesujace... :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Te gofry smakują rewelacyjnie z lodami. Do ciasta nie dodaje się tłuszczu i dlatego po upieczeniu są one chrupiące jak wafelki. Mają lekko kawowy smak i z porcją waniliowych lub śmietankowych lodów stanowią naprawdę wspaniały deser. Polecam.


SKŁADNIKI (na ok. 9 okrągłych lub 12 prostokątnych gofrów):

* 3 jajka
* 90 g cukru
* 4 łyżki cukru waniliowego
* 200 g śmietanowego twarożku
* 350 g mąki
* 3 łyżeczki proszku do pieczenia
* ok. 50 ml śmietanki kremówki
* 100 ml espresso
W dużej misce utrzeć mikserem jajka z cukrem, cukrem waniliowym, śmietaną i twarożkiem. Stopniowo wmiksować wymieszaną z proszkiem do pieczenia mąkę oraz zaparzoną kawę. Tak przygotowane ciasto odstawić na jakieś pół godziny.

Po tym czasie rozgrzać gofrownicę i bez smarowania jej tłuszczem upiec goferki. Nie nakładać byt wiele ciasta, bowiem gofry mocno rosną podczas pieczenia.

Podawać z lodami.
  • awatar Gość: świetny blog wpadnij do mnnie ...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›